„41 dni nadziei”, reż. Baltasar Kormákur (2018)


– daję 7 łapek!

Cisza po burzy. Kołyszący ocean, a pośrodku nieprzeniknionej przestrzeni jedna, samotna łódka. Na pokładzie znajduje się ona – niezwyciężona, heroiczna i inspirująca Tami Oldham (Sailene Woodley). Baltasar Kormákur z gracją i spokojem otwiera swoją filmową opowieść, podrzucając małe tropy o niedawnej tragedii. 41 dni nadziei opowiada o walce o przetrwanie, harcie ducha i miłości, która potrafi dodawać skrzydeł.

41 dni nadziei

41 dni nadziei

Historia wydaje się banalna. Dziewczyna poznaje chłopaka. Zakochują się w sobie i razem decydują się na podróż jachtem przez Pacyfik z Tahiti do San Diego. Rajska żegluga po dwudziestu dniach zamienia się w koszmar. Na horyzoncie pojawia się burza i nawet doświadczony Richard Sharp (Sam Claflin) nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji zetknięcia z szalejącym huraganem. Wkrótce poturbowany jacht zacznie dryfować w nieznane, stając się świadkiem wytrwałej walki o życie.

41 dni nadziei to kino pełne podskórnego napięcia, w którym romantyzm przenika się z morderczym żywiołem. Kormákur przedstawia historię na dwóch płaszczyznach czasowych, które przeplatają się między sobą. Trudne i ponure tu i teraz na Pacyfiku oraz wydarzenia, które poprzedziły wyprawę kochanków. Radosne chwile Tami i Richarda na rajskiej wyspie i ich stawianie czoła żywiołowi. O ile fabuła nie jest zaskakująca, przecież sam tytuł stanowi ogromny spoiler, reżyserowi udało się zamieścić intrygujący i nieco zaskakujący plot twist. Z precyzją dawkuje emocje, dzięki czemu potrafimy się zaangażować w opowiadaną historię.



Reżyserowi Everestu udało się zbudować intrygującą fabułę w oparciu o jeden silny charakter. Shailene Woodley czaruje charyzmą, przyciąga wzrok i zachwyca wyważonym aktorstwem. Na tle oceanu wypada o wiele lepiej niż Colin Firth w Na głęboką wodę Jamesa Marsha. Te dwa obrazy, choć mają ze sobą wiele wspólnego i mogłyby przeprowadzić ze sobą dialog o silne i ludzkich słabościach, różnią się temperaturą przedstawianych emocji. Zarówno Kormákur i Marsh nie próbują uderzać w skrajne tony, ale to twórca 41 dni nadziei ciekawie wyważył chwile napięcia i rozluźnienia, skupiając się na twarzy głównej bohaterki.

41 dni nadziei

41 dni nadziei

41 dni nadziei wbrew pozorom jest kinem mocno feministycznym, ukazującym delikatność, subtelność i ogromną siłę psychiczną. Tami nie chyli czoła przed przeszkodami, dumnie gna przed siebie i dzielnie podejmuje się nowych wyzwań. Jest inspirująca i fascynująca, a cała film jest popisem możliwości Shailene Woodley. Ocean nie staje się kolejną filmową kliszą, ale pełnoprawnym bohaterem. Kormákur potrafi wzruszać, poruszać i opowiadać wstrząsające historie. Ta filmowa fala porwie Was bez zahamowania!

 

Za seans dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *