„Call Me By Your Name”, reż. Luca Guadagnino (2017) | Berlinale 2017


”Biegnij

– daję 8 łapek!

Lato miłości rozgościło się we Włoszech. Luca Guadagnino przedstawia niezwykle piękną i sensualną opowieść o dorastaniu, pierwszej młodzieńczej inicjacji, odkrywaniu swojej tożsamości i wizualnej wzniosłości. Call me by your name jest wyciszone, dumne i artystycznie dopieszczone, dzięki czemu forma nie stanowi przerostu nad treścią, a film staje się pewną magiczną podróżą do historii z przeszłości, która równie dobrze mogłaby się wydarzyć dzisiaj.

Call Me by your name

Call Me by Your Name – sensualna podróż do pierwszej miłości 

Prowincja w północnych Włoszech jest anonimowa. Może być miejscem gdziekolwiek w jakimkolwiek czasie. Urzeka uniwersalnością. Słoneczne poranki, zielono-złociste barwy i pełne owoców sady promieniują ciepłą aurą lata. Oliver (Armie Hammer) przybywa ze Stanów Zjednoczonych na wakacje, podczas których zagłębia się w intelektualne wędrówki starych książek oraz antyków. Wysoki, wysportowany blondyn przywodzi na myśl starożytne rzeźby rzymskich herosów. Idealne ciało i piękna dusza. I choć jest przybyszem z innego świata, nie rozsadza zastanej rzeczywistości. Staje się raczej nowymi możliwościami. Pozwala uwolnić pragnienia i skrywane żądze. Zdecydowany i męski przyciąga Elio (Timothée Chalamet). Razem przeżyją prawdziwe lato miłości.

Call me by your name nie jest banalnym kinem inicjacyjnym, choć wywołuje skojarzenia z Mając 17 lat Adre Techine czy Latem miłości Pawła Pawlikowskiego. Guadagnino jest bardziej wyciszony, stonowany i sensualny. Dopieszczone kadry pozwalają się zatopić we włoskim krajobrazie. Perfekcyjnie dobrana muzyka staje się nienachalnym komentarzem. A pokazywane z pietyzmem ciała nie są sprowadzone tylko do obiektów seksualnych. Reżyser dba o wiarygodność bohaterów. Dzięki niemu inteligencka rodzina nie wydaje się irytującym organizmem wychowanym na książkach i nauce w oderwaniu od rzeczywistości..

Call Me by your name

Reżyser Nienasyconych już wcześniej udowodnił, że potrafi portretować swoich bohaterów. Armie Hammer w końcu otrzymał interesujący materiał do grania, a w kadrach Sayombhu Mukdeeprom wyglada niezwykle ponętnie. Choć jego fizjonomia była już dosadnie badana przez jdjshshf w Final Portrait (głównie z dużą uwagą pokazywana twarz), u Guadagnino zachwyca łączeniem siły i delikatności, wdzięku i pewnej niezgrabność. Jego ekranowa energia napędza historię, tworząc fantastyczną chemię z Chalametem.

Dbałość o szczegóły. Dobieranie rekwizytów, które odgrywają istotną rolę w ciągu opowieści. Pokazanie zagubienia młodego człowieka i fantastycznej roli rodziców, którzy są tylko cichym wsparciem i dobrymi przewodnikami na drodze do dorosłości daje możliwość uniwersalnego odczytywania opowieści o poszukiwaniu szczęścia. Guadagnino udało się pokazać w niezwykle delikatny sposób piękno miłości.

Po rozkrzyczanych Nienasyconych film jest wyciszony i trochę oniryczny, a przy tym pełen pozytywnej energii. Letnia atmosfera pozwala na kompleksowe zatopienie się w historii pełnej erotycznego napięcia. Call me by your name uwodzi młodością i zwycięstwem ciała nad duchem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *