„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, reż. Paolo Genovese (2016)


”Biegnij

 – daję 9 łapek!

Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć produkcje, po obejrzeniu których wszystko we mnie krzyczało: Pokaż to komuś! Cały świat musi to zobaczyć! Oto jeden z takich filmów.

Kadr z filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”.

Włoski obraz to równocześnie zabawna komedia i bolesny dramat. Punktem wyjścia jest teza, że telefony komórkowe są niczym czarne skrzynki i zawierają całe nasze życie. Podczas prób jej potwierdzenia lub obalenia zarówno zaśmiewałam się jak i uroniłam łzę.

Grupa przyjaciół spotyka się na kolacji u jednej z par. To trzy małżeństwa i mężczyzna, który przez długi czas był singlem, ale od niedawna też ma sympatię. Reszta nie może się doczekać poznania jej. Niektórzy spośród nich trzymają się razem już dwie dekady, inni dopiero co – jako współmałżonkowie – dołączyli do „paczki”.

Zgrabne nakreślenie tła szybko pokazuje nam, że mamy do czynienia z normalnymi związkami – jakich w Europie tuziny. Bohaterowie tworzą umiarkowanie szczęśliwe rodziny. Małżeństwa borykają się z drobnymi kryzysami, dorastające dzieci się buntują, w pracy pojawiają się problemy.

Kadr z filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”.

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” poprzez jedność miejsca i czasu oraz mnogość oskarżeń i osądów, nastrój napięcia i wyczekiwania – skojarzył mi się z „Dwunastoma gniewnymi ludźmi”. Nim jednak pomyślałam o klasyku z lat 50., film od razu przywiódł mi na myśl grecki Chevalier z zeszłego roku. Także tutaj wszystko rozegrało się poprzez dialog, a wynikało z nieopatrznie rzuconej propozycji przystąpienia do nietypowej gry. Jakiej gry tym razem?

Jedna z osób zauważa, że telefony komórkowe są czarnymi skrzynkami naszego życia. Można w nich odnaleźć wszystko. Na pewno także multum informacji, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Przyjaciele zarzekają się, że nie sposób aby przy takim stażu znajomości mieli jeszcze przed sobą tajemnice. Wszyscy wyjmują swoje komórki, kładą na stole i przystępują do zabawy: do każdej wiadomości tekstowej, głosowej czy graficznej, która zostanie skierowana do obecnych podczas kolacji, będą mieli dostęp wszyscy. Dzielimy się każdym SMSem czy mailem, a rozmowy prowadzimy w trybie głośnomówiącym bez informowania o tym rozmówcy.

Kadr z filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”.

Myślicie może, że w sposób nudny i prostacki okaże się, że każdy ma swoje za uszami; wszyscy nawzajem się zdradzają? Nie. To bardzo inteligentny i subtelny obraz. Dialogi rozpieszczają umysł widza.

Przez długi czas „Dobrze się kłamie…” stanowi przyjemną obyczajówkę. Tętni humorem i ujmuje naturalnością. Później na ekran wkrada się okropnie duszna atmosfera. Każde słowo nam ciąży, mamy ochotę poderwać się, odejść od stołu i wyjść z tego przeklętego domu! Co ciekawe, zaistniały bieg wydarzeń wcale nie wyklucza dalszej obecności wspomnianego humoru.

Choć odbiór filmu staje się coraz trudniejszy, nie można postawić produkcji żadnych zarzutów. Scenariusz się klei, fabuła ma sens, postacie są wielowymiarowe i wiarygodne, aktorzy spisują się celująco (jedną z głównych bohaterek gra nasza Kasia Smutniak), scenografia cieszy oko, prowokowany do myślenia widz nie jest traktowany niepoważnie poprzez podawanie mu wszystkiego na tacy.

Kadr z filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”.

Włoski film bawi, zatrważa i pobudza do refleksji. Miałam wrażenie, że i mnie się o coś oskarża. Poczułam się nieswojo. Czy ja zdecydowałabym się na udział w takiej grze?


Zapraszamy do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *