„Jestem Rosa”, reż. Laís Bodanzky (2017)


”Biegnij

 – daję 7 łapek!

Brazylijska reżyserka bardzo zgrabnie kreśli wielowątkowy dramat, a subtelną damską rękę można wyczuć na kilometr.

Kadr z filmu „Jestem Rosa”.





Tytułowa Rosa (Maria Ribeiro) dobija czterdziestki. Wydaje się, że kochający mąż, śliczne córki i interesująca praca to powody do szczęścia, a jednak to wszystko jedynie pozory. Męża kobieta podejrzewa o zdradę, dorastające córki coraz bardziej się od niej oddalają, a problemy w pracy doprowadzają do rezygnacji z posady.

Punktem zwrotnym w życiu Rosy jest feralny obiad u jej matki. Clarice (Clarisse Abujamra) jak gdyby nigdy nic oznajmia, że córka nie jest owocem jej związku z mężem, a przelotnego romansu podczas konferencji na Kubie. Wzburzona Rosa zarzeka się, że już nigdy nie odezwie się do matki, jednak gdy pierwsze emocje opadają, żąda od niej dalszych wyjaśnień. Poznaje nazwisko biologicznego ojca, który piastuje urząd ministra w obecnym rządzie.

Kadr z filmu „Jestem Rosa”.

Rosa nie popada w odrętwienie. Choć widać, że przechodzi trudny okres – piękna kobieta nie traci uroku i figlarnego błysku w oku. Jest bardzo zagubiona. Ma żal do matki, a jednocześnie martwi się jej stanem zdrowia. Chce poznać „nowego ojca”, wciąż żywiąc bezgraniczną czułość do mężczyzny, który ją wychował. Umiera z zazdrości o partnerkę biznesową męża, a sama wdaje się w romans z ojcem szkolnego kolegi córki.

Oryginalny tytuł filmu brzmi: „Jak nasi rodzice”. Rosa rzeczywiście wydaje się bronić przed kalką ich zachowań, choć wyciąganie wniosków z błędów rodziców przychodzi jej z trudem.





Laís Bodanzky po części tworzy kino kobiece, ale feminizm nie jest tu uciążliwie rażący i nie prowadzi do śmieszności. Rosa walczy o siebie i swoje szczęście, lecz nie robi tego przeciw mężczyznom, a we współpracy z nimi. To jeden z przedstawicieli płci przeciwnej poucza ją: „Dążenie do sukcesu to tylko nudny sposób noszenia maski”.

„Jestem Rosa” porusza problemy macierzyństwa, uczciwości małżeńskiej, samorealizacji, choroby czy śmierci.


Zapraszamy do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *