„Jestem taka piękna!”, reż. Abby Kohn, Marc Silverstein (2018)


– daję 6 łapek!

Jestem taka piękna to współczesna baśń, w której księżniczki nie odmienia magiczne zaklęcie rzucone przez dobrą wróżkę, ale poważny uraz w głowę i zmiana optyki patrzenia na samą siebie. Abby Kohn i Marc Silvestein nie dokonują rewolucji na dużym ekranie, ale przedstawiają historię ważną i potrzebą. Ustami Amy Schumer uczą dostrzegania różnorodności kobiecego piękna, istoty pewności siebie i wewnętrznej siły w dążeniu do celu.

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna

Renee (Amy Schumer) pracuje w jednej z największych firm kosmetycznych w Stanach Zjednoczonych. Zamknięta w ciemnej piwnicy gdzieś w Chinatown marzy o dostaniu się do wytwornego zamku na 5th Avenue. Problem stanowi fakt, że kobieta odbiega od kanonu piękna panującego na wyżynach, gdzie królują niesamowicie szczupłe modelki o pustym wyrazie twarzy. Fart chce, że firma przygotowuje się na wielkie zmiany – chce wprowadzić linię swoich produktów do tańszych sklepów i stać się bliższą zwykłym kobietom. Avery (Michelle Williams), która przejmuje kierownicze stanowisko po swojej babci, jest apatyczną blondynką o ciekawych pomysłach, ale niepoważnym glosie (naprawdę nie poznacie Williams w tej odsłonie!), która potrzebuje wsparcia w nadchodzącej rewolucji. Renee okazuje się idealną kandydatką na rewolucjonistkę. Szczególnie że po niefortunnym wypadku na siłowni, dziewczyna zmieniła sposób postrzegania siebie i niczym burza dąży do upragnionych celów. Emanuje pewnością siebie, otwartością i sensualnością.



Szalona Amerykanka nie przechodzi fizycznej przemiany, ale nabycie pewności siebie odmienia cały jej świat. Staje się bardziej otwarta i zdecydowana, a jej nastawienie wpływa na to, jak postrzega ją całe otoczenie. Wewnętrzna siła wpływa na komfort jej życie, a Renee pozbywając się kompleksów, zyskuje całą masę nowych możliwości. Kohn i Silvestein skupiają się na wewnętrznym pięknie, obśmiewają pogoń za idealną figurą, przedstawiając wychudzone modelki jako apatyczne i pozbawione życie. Renee staje się wulkanem energii i pozytywną energią, którą zaraża wszystkich ze swojego otoczenia. Czaruje bezpretensjonalną szczerością i naturalnością. Renee spokojnie mogłaby stanąć obok Amy z Wykolejonej i wygłaszać mowy motywacyjne na temat wiary w siebie i własne możliwości.

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna! nie próbuje przymilać się na siłę. Pędzi niczym rakieta, uderzając niewymuszonym poczuciem humoru. Amy Schumer nie bierze jeńców, nie boi się rubasznych żartów i pokazuje ogromny dystans do siebie i świata. Sprawdza się jako mentorka dla zagubionych i niepewnych siebie, a przy tym jest niezwykle prawdziwa. Tworzy bohaterkę, której chce się wierzyć, pomimo kilku ułomności scenariusza i banalnej wyjściowej koncepcji. Film Kohn i Silvestein ogląda się z przyjemnością szczególnie wtedy, kiedy fabuła zapewnia liczne atrakcje. Zwolnienie tempa przynosi nieco oddechu i przenosi całość w rejony komedii romantycznej.

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna

Kohn i Silvestein opierają się na kontrastach, podkreśleniach i przerysowaniach, aby zapełnić filmową rzeczywistość charyzmatycznymi bohaterami. Schumer swoją energią i entuzjazmem mogłaby oświetlić cały Nowy Jork. Oby hasła o samoakceptacji wybrzmiewającego z Jestem taka piękna! pozostały z widzami o wiele dłużej niż wspomnienie seansu. Bo to komedia z przymrużeniem oka napędzana tylko i wyłącznie charyzmą głównej bohaterki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *