„Logan”, reż. James Mangold (2017) | Berlinale 2017


”Biegnij

– daję 7 łapek!

Logan jest ciekawym komentarzem rzeczywistości. Eksploruje jej popkulturowe aspekty, wykorzystując do maksimum odwieczne konflikty dobra ze złem, fascynacje przemocą. Dekonstruuje mit dziecka jako istoty bezbronnej i niewinnej. James Mangold bawi się tropami, prowadzi intelektualną rozgrywkę, którą dość mocno zatapia w krwawej jatce. Od samego początku ustala temperaturę opowieści, kiedy z ekrany padają liczne wulgaryzmy, a trup ściele się gęsto. Doprowadza w ten sposób akty przemocy do ekstremum, ale nie przekracza granicy niebezpiecznego uwielbienia dla wizualnej zabawy ćwiartowanymi ciałami.

Logan

Logan – krew, pot i łzy

Jest rok 2029. Zmęczony James Logan (Hugh Jackman) jeździ po mieście limuzyną. Zarabia na życie, ale stara się być w ukryciu. Świat mutantów jest na cenzurowanym i powoli chyli się ku upadkowi. Niebezpieczny eksperyment okazał się zbędną wyprawą człowieka w nieznane. Wymknął się spod kontroli. Trzeba go zakończyć. Wolverine ukrywa się na pustyni, poddając się codziennej rutynie. Zburzy ją pojawienie się małej Laury (zachwycająca Dafne Keen). Rozpocznie się wyścig na śmierć i życie. Ucieczka pełna ekscytujących emocji i narodzin pięknej relacji.

Logan w pewnym stopniu staję się autotematyczny, kiedy Wolverine bierze do ręki komiks o X-Menach i dość dosadnie kwituje, że przedstawione tam miejsce i osoby są tylko fikcją. Zatarcie granicy między prawdą a wyobrażeniem napędza całą opowieść. A rozdzielenia tych dwóch światów staje się niemal niemożliwe, kiedy „nierzeczywistość” staje się prawdą. Doskonale w tym zawieszeniu odnajduje się Hugh Jackman. W białym podkoszulku, nieco mniej napakowany, przypomina cień dawnego bohatera. Choć wciąż jest niezwykle sprawny, to Laura wprowadza zastrzyk nowej energii i bezkompromisowości.

Mangold bawi się westernowym motywem. Solidnie osadzony w amerykańskiej kulturze wybawca z rewolwerem staje się symbolem siły i porządku – choć jest samotnikiem, pochodzi z zewnątrz, zawsze działa w słusznej sprawie. Wolverine za sprawą swoich mocy sieje zniszczenie, ale dobrze wiadomo, że walczy w obronie słabszych. Może zbyt łopatologicznie, ale dzięki temu czytelnie, reżyser wrzuca fragmenty westernów, pokazując bohaterów, którzy oglądają filmowy Dziki Zachód. Staje się on komentarzem do aktualności starych wzorców zachowań. Racja jest po stornie silniejszych, gotowych w jedności walczyć o własne ideały.

Logan

Nie wszystkim może się spodobać dosłowność Logana. Trup ściele się gęsto, krew bryzga na wszystkie strony, a mordercą okazuje się nie tylko Wolverine, ale również ci najbardziej – pozornie – bezbronni. Rozczłonkowywane ciała, odcinane głowy i mnóstwo latającej ludzkiej tkanki momentami wydaje się nadmiarem trudnym do zniesienia, ale taka dosadność działa na korzyść przedstawianej historii. Brutalność niesie za sobą konsekwencje, a przemoc nie może być wygładzona i pozbawiona brudu krwi. Etos pięknego umierania zostaje mocno podeptany.

Ostatni Logan jest daleki od powściągliwego przedstawienia świata mutantów. Mangold nie tworzy wyszukanej laurki ku chwale bohatera, ale kreuje legendę dwuznacznej postaci. Na szczęście reżyser nie wpada w odmęty patosu, uwielbienia i dojmującego smutku. Daleki od zachowawczości zachwyca wyważoną strawą dla intelektulanego ducha, jak i spragnionych mięsistej akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *