“Po prostu przyjaźń”, reż. Filip Zylber (2016)


 – daję 4 łapki!

Rozwiązywanie problemu jest łatwiejsze, kiedy najlepszy przyjaciel znajduje się obok. Filip Zylber stawia łatwą tezę i tworzy serialową opowieść o wspólnym wychodzeniu z każdej opresji, dzieleniu się radością i smutkiem, ale przede wszystkim o byciu razem na dobre i na złe.

Po prostu przyjaźń

Czy Po prostu przyjaźń to dobre kino? Niekoniecznie. Czy lekkie i przyjemne? Jak najbardziej tak. Kulejąca fabuła zakrawa momentami na niezamierzoną komedię. Przestaje jednak mieć znaczenie, gdy na ekranie jest pięknie i dźwięcznie (dzięki zdjęciom Jana Holubka i muzyce Macieja Zielińskiego).

 

Po prostu przyjaźń serial na dużym ekranie

 

Mikrohistorie wielu bohaterów zagościły na ekranie. Idąc tropem To właśnie miłość czy rodzimych Listów do M., powstała opowieść o grupie znajomych, których licealna przyjaźń trwa nieprzerwanie pomimo upływu lat. Oddzielne losy splecione wieloletnim zaufaniem i miłością pozwalają Zylberowi przyjrzeć się swoim bohaterom i doprowadzić do wspólnej corocznej konfrontacji podczas wyjazdu w góry. Na ekranie pojawiają się barwne  postaci pełne przyziemnych spraw i problemów. Julka (Agnieszka Więdłocha) jest śmiertelnie chora, Grzegorz (Maciej Zakościelny) zakochał się w byłej żonie najlepszego kumpla, Marian (Marcin Perchuć) wygrał miliony na loterii, a Jadźka (Aleksandra Domańska) kolekcjonuje guziki – nie byle jakie guziki, ale z poświęceniem zdobyte od sławnych i ważnych ludzi. Gdyby całej tej mieszanki było mało, pojawia się jeszcze Szymon (Krzysztof Stelmaszyk), który próbuje uratować przyjaciela od więzienia za spowodowanie wypadku oraz Ivanka (Magdalena Różczka) pragnąca urodzić i samodzielnie wychować dziecko (dawcą nasienia musi oczywiście być Patryk, najlepszy przyjaciel!).

Po prostu przyjaźń

Po prostu przyjaźń cierpi na nadmiar wątków i bohaterów, którzy zostają potraktowani po macoszemu. Brak ekranowego czasu sprawia, że aktorzy zagrywają się na śmierć, by, w nadmiarze ekspresji, pokazać wszystkie swoje możliwości. Można odnieść wrażenie, że każdy pragnie grać pierwsze skrzypce i choć koncepcje na postaci zdają się być ciekawe, nie zawsze udaje się uniknąć przerysowania i szarży. Trudno dziwić się pokusie nadinterpretacji i aktorskiego sznytu, kiedy opowieść wlecze się niemożliwie, pozostawiając nieodparte wrażenie oglądania kilku odcinków serialu pod rząd.  I choć poszczególne wątki splatają się ze sobą, tworząc spójną opowieść, trudno uniknąć schematycznych i przewidywalnych rozwiązań.

Po prostu przyjaźń

Krytyczne oko nie pozwala zapomnieć o banalnych kliszach, wygładzonym obrazie, pięknych ludziach i stylowych mieszkaniach, które po raz kolejny przedstawiają nieco utopijną wizję świata. Niczym w komedii romantycznej o przyjaźni (choć i miłość wchodzi tutaj w grę) ma być lekko i przyjemnie. Szkoda tylko, że przyjemny sznyt odbywa się kosztem wiarygodności przedstawionego świata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *