„Podatek od miłości”, reż. Bartłomiej Ignaciuk (2018)


– daję 6 łapek (naciągane)!

Na ekranie jest uroczo, miło i przyjemnie. Zgodnie ze znanym schematem, czyli bezpiecznie. Bartłomiej Ignaciuk wykonuje niezbędne minimum, aby bez wielkich zawirować dotrzeć do przewidywalnego happy endu. Podatek od miłości jest poprawny, momentami kąśliwy i nawet zabawny. Całość zyskuje czaru dzięki duetowi Aleksandra Domańska i Grzegorz Damięcki, którzy z zaangażowaniem, ale bez przerysowania poruszają się po magicznym świecie Warszawy.

Podatek od miłości

Podatek od miłości

Podatek od miłości wpisuje się w temat molestowania seksualnego i nierównowagi między kobietami i mężczyznami w pracy. Pokazuje młodych ludzi, którzy żyją według własnych zasad, skupieni na sobie, swojej karierze w oderwaniu od tradycyjnych, rodzinnych wartości i Kościoła. W tym filmie dostaje się księżom (ale wciąż łagodnie – daleko tutaj do obrazoburczego monologu Mildred Hayes z Trzy billboardy za Ebbing, Missouri), seksistowskim szefom (choć wciąż nie dosięga ich bolesna kara), a także niedojrzałym facetom niegotowym tworzyć związek. Pomimo poruszania momentami kontrowersyjnych tematów, Ignaciuk jest zachowawczy i szybko powraca do sielskiej atmosfery zakochiwania się. I nie można mu mieć tego za złe, kiedy patrzymy na bohaterów – piękna ona, przystojny on i wielka niechęć od pierwszego spotkania – to (nie) może się skończyć dobrze.

Klara (Aleksandra Domańska) jest urzędnikiem skarbowym, który ściga takich ludzi jak Marian (Grzegorz Damięcki) – czyli tych, którzy nie płacą podatków. Wpadają na siebie przypadkiem, w barze, i od razu pałają do siebie antypatią. Jednak, jak to zwykle bywa, pozory mylą, a za każdym człowiekiem kryje się interesująca historia. Oboje mogą sobie pomóc w kryzysowej sytuacji. I choć ich działania stają się przewidywalne, reżyser sprawnie prowadzi akcję.

Podatek od miłości

Podatek od miłości

Podatek od miłości wciąż jest słodką historią, ale już nieco mniej oderwaną od warszawskiej rzeczywistości. Młody słoik na dorobku zrobi (prawie) wszystko, by zarobić na piękne, ale małe mieszkanie i modne gadżety. Nieustannie pozostaje w kontakcie z rodzicami, a do tego ma problem ze stabilizacją w życiu uczuciowym – z jednej strony pragnie niezależności, a z drugiej marzy o rodzinie. Choć przy komedii romantycznej nie ma mowy o stawianiu jakiś diagnoz, prowadzeniu analiz i uważnych obserwacji, Podatek od miłości nie kłuje w oczy bogactwem i przepychem sterylnych przestrzeni, do czego przyzwyczaiło nas polskie kino rozrywkowe.

Ten film to sprawna konstrukcja, dobra ścieżka dźwiękowa i jacyś bohaterowie, którzy próbują wyjść z przeznaczonych im schematów. I choć Podatek od miłości jest naiwny, ma kilka dziur logicznych, to zaurocza ciepłymi bohaterami. Kino długo musiało czekać na Grzegorza Damięckiego (i choć nie jest to rola marzeń), ale warto było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *