Wesley Wales Anderson urodził się 1 maja 1969 roku w teksańskim Houston. Jego ojciec prowadził tam firmę reklamową, a będąca archeolożką matka pracowała jako agentka nieruchomości. To w Houston – już za młodu – Wes zaczął przygodę ze sztuką. W prywatnej St. John’s School odpowiadał za scenariusz spektaklu „Rushmore”.

Anderson studiował też filozofię na University of Texas w Austin. Tam filologii angielskiej uczył się o pół roku od niego starszy Owen Wilson („Armageddon”, „Kowboj z Szanghaju”, „Zoolander”, „Noc w muzeum”, „Marley i Ja”, „O północy w Paryżu”). To przyjaciel zainteresował Wesa kinem.

Zaczęli od lokalnej telewizji i emitowania w niej krótkometrażówek. W 1994 roku światło dzienne ujrzał trwający kilkanaście minut „Bottle Rocket”. W komedii kryminalnej główne role zagrali – wtedy jeszcze będący amatorami – bracia Owen i Luke Wilsonowie. Przyjaciele wspólnie napisali scenariusz, a Wes zajął się reżyserią. Szort okazał się festiwalowym hitem Sundance. Dwa lata później Anderson i trzej bracia Wilsonowie (do projektu dołączył najstarszy Andrew) zrealizowali pełnometrażową wersję „Bottle Rocket”, którą znamy pod tytułem „Trzech facetów z Teksasu”.

Wes Anderson i Owen Wilson w 1993 roku.

W 1998 roku na ekrany wszedł „Rushmore”, który przyniósł Andersonowi pierwsze statuetki filmowe. Współautorem scenariusza ponownie był Owen Wilson, który pomagał Wesowi także przy „Genialnym klanie” z 2001 roku.

Anderson upodobał sobie także pracę z Billem Murrayem, który grywa w jego produkcjach. Oprócz w wyżej wymienionych aktor pojawił się też w późniejszych filmach „Podwodne życie ze Stevem Zissou”,  „Pociąg do Darjeeling”, „Fantastyczny Pan Lis” (jako głos animowanej postaci), „Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom” i „Grand Budapest Hotel”, czyli właściwie we wszystkich pełnometrażowych produkcjach Andersona.

Inni aktorzy, z którymi współpracę Wes sobie ceni to m.in. Jason Schwartzman, Waris Ahluwalia, Willem Dafoe, Adrien Brody, Edward Norton, Tilda Swinton czy Natalie Portman. Od kilku lat za stronę muzyczną filmów Andersona odpowiada Alexandre Desplat, któremu praca nad „Grand Budapest Hotel” przyniosła pierwszego Oscara.

Wes Anderson, Adrien Brody i Jason Schwartzman

Na koncie Wesa widnieje BAFTA, Srebrny Niedźwiedź z Berlinale, Annie, Złote Lwiątko z Wenecji, David di Donatello czy Popcorn, ale spośród sześciu nominacji żadna nie zaowocowała jeszcze przyznaniem złotego rycerza.

Anderson reżyseruje nie tylko uznane filmy, ale też spoty reklamowe, m.in. dla Sony, IKEA czy Hyundai Azera. Zaprojektował też wnętrze kawiarni w Mediolanie, która przypomina jego kolorowe produkcje.

Wes Anderson wypracował charakterystyczny styl. Tworzy filmy-sztuki. Malownicze produkcje, które czasem przywodzą nam na myśl czas spędzony w teatrze. Jego obrazy są barwne, pełne symboliki i metafor. Puszczają oko do widza, bawią w smaczny i inteligentny sposób.

Reżyser pytany przez Barbarę Hollender, na czym polega jego osławiony styl, odpowiedział: „Nie wiem, nigdy czegoś takiego nie wymyśliłem. Staram się nie powtarzać, ale widocznie to robię, skoro wszyscy mówią o jakimś moim stylu. Kręcę filmy bardzo osobiste. Na pewno nie opowiadam historii jak Billy Wilder. Nie zwracam uwagi na gatunki. Staram się widza zaskoczyć”.

Anderson nie boi się też, że widzowie nie nadążą za jego kolorowymi fantazjami: „W ogóle o tym nie myślę. Robię filmy spontanicznie. Gdy mam jakiś pomysł, po prostu przekładam go na język kina. Nie martwię się, jak zostanie odebrany. A zresztą, dlaczego miałbym zakładać, że jestem kompletnym odmieńcem i nie potrafię nikogo wciągnąć do swojego świata?”.


Zapraszamy do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie!

About the Author

Radiowiec, prawnik, podróżnik. Niekoniecznie w takiej kolejności. Nade wszystko: kinomaniak.

Related Posts

Jeden z najbardziej charyzmatycznych i interesujących aktorów pochodzących ze Szkocji. James...

Charlotte Gainsbourg subtelnie łączy w sobie ulotną efemeryczność i niezmierzoną siłę. Przyciąga...

Ryan Reynolds jest obecnie w najlepszym momencie swojej kariery. Niezależny, może realizować...

Leave a Reply