„Każdy – przynajmniej raz w życiu – powinien spróbować wydrążyć tunel przez góry” – słyszymy od sióstr Halbrooke, które podjęły się tego karkołomnego zadania. Werner Herzog daje im to absurdalne i żmudne wyzwanie, by pokazać, że każda wędrówka i trud mogą przynieść niespodziewane owoce. „Bucking Fastard” to kino nieoczywistych skojarzeń, miłosnych uniesień i niejednoznaczności. Film dedykowany Davidowi Lynchowi wiruje wokół próby zrozumienia relacji, której nie sposób zrozumieć.

Utopijna miłość i absurd – o czym jest „Bucking Fastard”?

Jean (Kate Mara) i Joan (Rooney Mara) są siostrami. Dwa ciała, lecz jedna dusza. Połączone niezrozumiałą więzią odbierają i przetwarzają świat w ten sam sposób. Zatopione w swojej własnej rzeczywistości, nie uczestniczą we współczesności. Oderwane od zła, pędu i schematów, tworzą własną utopię, w której miłość jest najważniejsza. A jak kochają, to całym sercem. Przekonuje się o tym pan Mylroney (Orlando Bloom). Przystojny sąsiad postanawia wykorzystać okazję na egzotyczne doznania erotyczne z siostrzanym duetem, nie przewiduje jednak, że kilkurazowa przygoda zamieni jego życie w koszmar.

Werner Herzog rozpoczyna swoją filmową opowieść od wykrzywionych obrazów, komicznych rozwiązań i sądowej rozprawy dotyczącej bolesnych skutków nadmiaru miłości oraz odrzucenia. „Bucking Fastard” bawi się swoimi bohaterami, puszcza oko do widza i ironizuje. Ustawia ton na niezbyt poważną historię o poważnym uczuciu i jego konsekwencjach. Niestety ta obietnica dość szybko ustępuje na rzecz psychologizowania, bratania się z naturą i poszukiwań kolejnej miłości. Nie ma już w drugiej części ironii, choć pojawia się absurd.

Trzy oblicza filmu i powrót do natury

Całość filmu można podzielić na trzy części: sądową, miejską i tę blisko natury. Każda z nich ma nieco inny ton, ale nie spuszcza oka z przedziwnej relacji sióstr Halbrooke. Na próżno jednak szukać u Herzoga próby wyjaśnienia czy zrozumienia tego, co się z nimi dzieje. Reżyser jest raczej biernym obserwatorem ich zażyłości i wyobcowania. Pokazuje je w oderwaniu od otoczenia, tylko od czasu do czasu przypominając, że opowiadana historia jest osadzona we współczesności. Nie interesuje go świat zewnętrzny – zresztą same bohaterki nie są nim zainteresowane, będąc dla siebie nawzajem całym kosmosów.

W finale, kiedy w końcu zdecydują się wyjść z prawdziwej, ale i metaforycznej jaskini, nie zostaną przyjęte przez otoczenie. Zakleszczone gdzieś pomiędzy tym, co prawdziwe i wymarzone, usłyszą, że nie mogą wejść do świata, skoro nigdy w nim nie były. „Bucking Fastard” staje się opowieścią o utopii i siostrzanej więzi, która jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Hipnotyzujący duet sióstr Mara

Kate Mara i Rooney Mara tworzą niesamowicie hipnotyzujący duet. Zsynchronizowane ze sobą stają się niemalże jednym organizmem. Ich bliskość fascynuje i niepokoi jednocześnie. Obie aktorki grają z dużą uważnością na detale. Połączone ze sobą magiczną nicią wygrywają mikroekspresje, które są niezwykle przydatne przy próbie zrozumienia ich relacji.

I choć druga połowa filmu traci początkowe tempo, uciekając w chłodną kontemplację i specyficzny powrót do natury, Herzog po raz kolejny udowadnia, że klasyczna linia fabularna zupełnie go nie interesuje. „Bucking Fastard” pozostawia widza z uczuciem konsternacji. Trudno jasno i czytelnie opisać fabułę tej opowieści – Herzog tworzy film-doznanie, kinową podróż przez pragnienia i metafory. Wraz z siostrami Halbrooke wchodzimy do Czerwonego Pokoju, by gdzieś poza światem podążać za lisem ku pociągającej rzeczywistości.

Related Posts

Minimalistyczna forma “Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego sprawia, że ten film ogląda się z...

Kult młodości przejmuje kontrolę nad życiem wszystkich ludzi. Zmarszczki, osłabione ciało czy siwe...

Czasami w życiu jest tak, że utkniemy w jednym punkcie. Marzenia i aspiracje tlą się z tyłu głowy,...

Leave a Reply