Kult młodości przejmuje kontrolę nad życiem wszystkich ludzi. Zmarszczki, osłabione ciało czy siwe włosy to oznaki starości, od której coraz więcej osób chce uciec. W filmie „Czas, który nie nadszedł” ta ucieczka jest możliwa. Julia Rogowska tworzy dystopijną przestrzeń, w której osoby w jesieni życia trafiają na margines społeczny, a tajemnicza kuracja pozwala na wieczną młodość i zdrowie.
Ucieczka z zamkniętego świata
Sara (Agata Kulesza) mieszka w zamkniętym ośrodku, w którym swych ostatnich dni dożywają starsi ludzie. Ona – jako jedna z niewielu – odmówiła poddania się zachowującej młodość kuracji. I choć czuje się dobrze w swojej skórze, znajduje się w potrzasku między przeszłością a chęcią życia.
Pewnego dnia wyrusza w drogę. Schowana w samochodzie jednego z dostawców trafia do świata pełnego gładkich lic i zdrowych uśmiechów. Kiedy nie udaje jej się zaplanowany wyjazd za morze, wyrusza do swojego dawnego domu. Zamieszkuje go nadal jej były partner, Oskar (Dobromir Dymecki) z obecną dziewczyną Laylą (Michalina Łabacz).

Pytania o przemijanie w powierzchownych realiach
W opowieści pojawiają się pytania o przemijanie. Rogowska pokazuje realia, w których każdy ma datę przydatności, ale będąc w pełni sił i w zdrowiu, nie spodziewa się swojej śmierci. Reżyserka buduje rzeczywistość młodości, ale pozbawioną radości. W tych powierzchownych realiach brakuje emocji i pełnego zrozumienia.
To jednowymiarowy mikrokosmos, w którym bohaterowie nie mają przeszkód do pokonania. Jedynie Sara burzy ten porządek. Wprowadza rysy na idealnym obrazie, by zadać pytania o to, czy wygląd naprawdę ma tak duże znaczenie.
Szlachetna rola Agaty Kuleszy w niepełnym świecie
Agata Kulesza buduje przejmujący portret kobiety, która wybrała inną drogę niż większość. Jest melancholijna i pełna cichego uroku. Niestety nie ma zbyt wiele do grania w świecie stworzonym przez Rogowską.
„Czas, który nie nadszedł” nie spełnia się jako opowieść o tragicznym uczuciowym trójkącie, daleko mu do filozoficznych rozważań o przemijaniu, micie nieśmiertelności i kulcie piękna. Za słabo zarysowane są wątki społeczne, by rozważać tę opowieść jako analizę międzyludzkich relacji i pragnień. Zresztą zabrakło jakiegoś wprowadzenia do przedstawionej rzeczywistości, przez co wszystko wydaje się banalne i powierzchowne.

Podsumowanie: Obietnica bez pokrycia
„Czas, który nie nadszedł” jest filmem niespełnionym, któremu zabrakło szerszego kontekstu i pogłębienia świata czy relacji. Snujemy się z Sarą przez nieco szare otoczenie, któremu barw dodaje tylko jej jaskrawo czerwony sweter. Nie czujemy stawki, o którą walczą bohaterowie, a retrospekcje wcale nie pomagają uwierzyć w wielkie uczucie, które niegdyś było między Sarą a Oskarem. To kino, które świetnie brzmi na papierze, ale niestety traci cały urok na ekranie.

Follow

