Świat, który znaliśmy, przestał istnieć. Dym unosi się w powietrzu, z wieżowców patrzą na nas dziury po pociskach. Wróg przekroczył granicę. „Królestwo” Michała Ciechomskiego opowiada fikcyjną historię, ale spoglądając na to, co dzieje się na świecie, nie jest to opowieść nazbyt abstrakcyjna. Wojna może nadejść. Kto będzie wtedy bronił kraju? Barbarzyńcy czasu pokoju stają się wojownikami o lepszą przyszłość.

O czym opowiada film „Królestwo” Michała Ciechomskiego? (Recenzja)

Ciechomski tworzy arthousową opowieść o męskim świecie przemocy, siły i wrażliwości. To wojenna, lecz kameralna przypowieść o brutalności i braterstwie. Zbiór klisz, inspiracji i schematów, które tracą na sile w nadmiarze i chaosie. „Królestwo” mogło być ciekawym rozważaniem na temat patriotyzmu, walki i podejmowania ryzyka. Tymczasem całość nurza się w oparach artystycznych wizji i nawiązań. Reżyser rzuca tropy, rozpoczyna pewne myśli, ale nigdy nie doprowadza ich do satysfakcjonującego finału. Nawiązanie do „Ostatniej wieczerzy” przyprawia o lekki zawrót głowy, prowadząc do zbrodni dla przykładu.

„Królestwo” skupia się na alternatywnych rzeczywistościach. Chce mówić o emocjach, ale opowiada ze zbyt wielkiego dystansu. Sprawy poważne sprowadza do tych przyziemnych, a testosteron mocno przytula dudniącym techno. I choć patrzymy na bohatera zbiorowego, to przewodnikiem po tym męskim świecie staje się Dawid (Bartosz Mikulak). Mężczyzna, któremu daleko do paramilitarnych bojówek, podąża za swoim młodszym bratem (Aleksander Kaleta) i dość szybko z obserwatora przeobraża się w głównego uczestnika zdarzeń.

Siła, delikatność i chaos dramaturgiczny

Ciechomski zderza ze sobą dwie rzeczywistości: siły i delikatności, złości i miłości. W „Królestwie” jest miejsce na przemoc i wspólne śpiewanie „Diamonds” Rihanny. A także na miłość do ojczyzny i drugiego mężczyzny. Reżyser ma sporo wizualnych pomysłów, co niezwykle doceniam. Buduje swój język filmowej opowieści, wciąga w przedstawiane sceny, ale niestety marnuje swój potencjał w chaosie dramaturgii i niedokończonych pomysłach.

Ten film to historia pełna tajemnic, enigmatycznych postaci i muzycznych tropów, która tonie w dłużyznach. Patrzymy na bohaterów, którzy biorą sprawy w swoje ręce, przekraczają własne granice i walczą o wspólne dobro, ale nie potrafimy zaangażować się emocjonalnie w ich zmagania. W „Królestwie” brakuje króla, który zebrałby wszystko do kupy i stworzył zajmującą i spójną całość.

Przeczytaj także: Dobry chłopiec

daję 3 łapki!

Related Posts

Daleka droga prowadzi do domu. Przez wzburzone morze, wyspy pełne nieprzyjaciół i labirynty...

Co może pójść nie tak, gdy na kolację wpadają sąsiedzi z góry? Czy spotkanie z partnerami, którzy...

Zapętlamy się w schematach swoich zachowań. Nie potrafimy zejść z utartych ścieżek. Choć tkwimy w...

Leave a Reply