Kino młodych debiutów może być zachowawcze i bezpieczne, ale też wyraziste i z charakterem. Martyna Byczkowska i Kaja Zalewska w „La petite mort” wychodzą poza utarte schematy. Tworzą kino autorskie, mocne i pełne metafor. Opowiadają o skomplikowanych stanach psychicznych w eksperymentalnej formule fabuły, dokumentu i teatru. W przemyślanej strukturze zabierają widza w podróż po przeżyciach, znaczeniach, dojrzewaniu i własnym zagubieniu.
Szekspirowska Ofelia przed sądem
Ofelia trafia przed sąd. Szekspirowska bohaterka dochodzi do głosu, by opowiedzieć o swoim świecie, uczuciach i afektach, które doprowadziły ją do tego ostatecznego kroku. Wpychana w przepaść przez pytania prokuratora i sędziego ma szansę zastanowić się nad własną tożsamością i drogą, którą przebyła. Patrzymy na nią pod dwoma postaciami – wcielają się w nie same reżyserki. Ten dualizm będzie towarzyszył nam podczas tej filmowej opowieści: dwie przyjaciółki, dwa różne podejścia do rzeczywistości, podwójne zagubienie i poszukiwanie siebie.

Wizualny zachwyt i motyw wody w La Petite Mort
„La petite mort” zatapia widza w wizualnym zachwycie. Biała przestrzeń przypominająca wykafelkowaną szatnię na basenie zostaje zapełniona czerwienią rekwizytów i kostiumów. Ta sterylna sceneria nie jest przypadkowa – w końcu Ofelia pożegnała się z życiem w wodzie, a reżyserki w młodości trenowały pływactwo. Czystość miesza się tu ze złością, krwią i silnymi przeżyciami. Precyzyjnie skonstruowane kadry pokazują rozprawę nad samobójczynią, jak i przyjacielską dysputę o wspieraniu siebie, słuchaniu i celebrowaniu własnej obecności. Ta teatralna asceza płynnie miesza się z found footage archiwalnych materiałów z dzieciństwa Byczkowskiej i Zalewskiej.
W ich filmie rzeczywistość przenika się z fikcją, a słowa potrafią przenosić w przedziwne stany. To opowieść o psychicznym zagubieniu, depresji i manii, eksperymentowaniu i zderzaniu się z własnymi oczekiwaniami. Historia dojrzewania, w której radość miesza się ze strachem, a oczekiwania z rozczarowaniami. To intymna bitwa, w której przekraczanie własnych granic może prowadzić do śmierci bądź rozwoju.
Czy warto zobaczyć debiut Byczkowskiej i Zalewskiej?
„La petite mort” to eksperymentalna forma, która daje dojść do głosu młodemu pokoleniu. W tej szalonej strukturze tkwi metoda na dotknięcie widza – każda scena może rezonować na zupełnie innym poziomie. Byczkowska i Zalewska dają nam intelektualną zagwozdkę, ale też obraz, który oddziałuje na poziomie czystego czucia. To wszystko sprawia, że to jeden z najbardziej wyrazistych i bezkompromisowych debiutów tego roku.

Follow

