„Musk” w reżyserii Alexa Gibneya to czterogodzinna opowieść o najbardziej wpływowym człowieku naszych czasów. Przypowieść o wielkiej transformacji – od wizjonera z ekologicznym przesłaniem do skrajnie prawicowego lidera, który przyczynił się do sukcesu ruchu MAGA.

Czterogodzinne prześwietlenie najbogatszego człowieka świata

Reżyser wraz ze swoimi współpracownikami wykonał niezłą robotę, przeczesując archiwalne materiały, które ułożył w spójną narrację. O komentarz poprosił byłych współpracowników, m.in. założyciela Tesli Martina Eberharda, naukowca Geoffreya Hintona, dziennikarki Zoe Schiffer i Karę Swisher oraz byłego przyjaciela Muska, neurobiologa Sama Harrisa.

Matki jego dzieci, obsesja genetyki i milczenie kupowane za miliony

Przed kamerą pojawiła się również pierwsza żona Muska, Justine Wilson (matka szóstki jego dzieci), oraz Ashley St. Clair, była partnerka i matka kolejnego dziecka. Obie przyznały, że ich były partner ma obsesję na punkcie rozmnażania i przekazywania materiału genetycznego. Poza tym, by przekonać je, aby nie brały udziału w filmie, Gibney oferował im pokaźne sumy.

Tymczasem jeden z ciekawszych dokumentalistów naszych czasów tworzy złożony portret skomplikowanego człowieka, który wymyka się jednoznacznym definicjom. Musk potrafi fascynować determinacją, ale i przerażać wyznawanymi poglądami. Jawi się jako Mefistofeles naszych czasów, którego cel już dawno wyszedł poza ramy służenia społeczeństwu.

Awatar AI zamiast Muska – jak Gibney obszedł brak bohatera

„Musk” przygląda się różnym etapom kariery i życia prywatnego swojego bohatera: planom podboju kosmosu, przejęciu Twittera, rozwojowi AI, wielkiemu romansowi z polityką i intymnym relacjom z kobietami, które miały stawać się matkami jego dzieci. Alex Gibney daleki jest od stawiania jednej tezy. Raczej z ciekawością przygląda się innowatorowi. I choć sam Elon Musk nie zgodził się na udział w produkcji, nazywając reżysera „dupkiem”, pojawia się w tej opowieści jako stworzony przez AI awatar, wygłaszający słowa zebrane z archiwalnych materiałów.

Trzeba przyznać, że filmowa opowieść o właścicielu SpaceX jest naprawdę sprawnie skonstruowana i ogląda się ją z czystą ciekawością. Jedynie elementy gry komputerowej, które mają odpowiadać wirtualnej rzeczywistości, wybijają z rytmu i stają się zbyt przekombinowane. Choć są spójne z tezą głoszoną przez Muska, że świat to tak naprawdę symulacja, a ludzie są elementem czyjejś zabawy, fragmenty te stają się zbędnym dodatkiem.

Kim naprawdę jest Elon Musk?

Gibney wpisuje biografię Muska w szerszy kontekst polityczno-społeczny. Daje przestrzeń, by osadzić go w otaczającej rzeczywistości i przez niego opowiedzieć też nieco o nas samych. Nie daje odpowiedzi na pytanie, czy to zły iluminat / szaleniec, a może jeden z największych umysłów naszych czasów. I to chyba jest w tym najciekawsze.

Related Posts

Minimalistyczna forma “Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego sprawia, że ten film ogląda się z...

Kult młodości przejmuje kontrolę nad życiem wszystkich ludzi. Zmarszczki, osłabione ciało czy siwe...

Czasami w życiu jest tak, że utkniemy w jednym punkcie. Marzenia i aspiracje tlą się z tyłu głowy,...

Leave a Reply