Rodzice w dużej mierze kształtują to, jakimi ludźmi jesteśmy. Powroty do dzieciństwa na terapeutycznych spotkaniach pozwalają odkryć mechanizmy, które wpływają na nasze życie. Dla Jona (Þröstur Leó Gunnarsson) taką egzystencjalną wiwisekcją staje się podróż przez Islandię z martwą matką (Kristbjörg Kjeld) na tylnym siedzeniu samochodu. Matka siedzi z tyłu  Hilmara Oddssona to czarna komedia ze sporym depresyjnym bagażem przemyśleń i doświadczeń.

Matka siedzi z tyłu: matka nigdy nie odpuszcza

Jon jest dojrzałym mężczyzną. Mieszką z matką i spędza z nią leniwe dni na robieniu na drutach i słuchaniu nagranych wcześniej audycji radiowych. Zamknięty w sobie i małomówny w pełni działa pod jej dyktando. Podczas jednej z rozmów dowiaduje się, że jego rodzicielka ma niespełnione podróżnicze marzenia. Kiedy umiera, postanawia zabrać ją na ostatnią wyprawę po islandzkich bezdrożach. Z wymalowanym i elegancko ubranym ciałem przemierza punkty krajobrazowe swojego kraju. Jednak to tylko pozornie ostatnia rodzinna wycieczka. Oddsson przygotowuje wewnętrzną drogę dla swojego bohatera. To pełna wybojów i zakrętów ścieżka, na której matka odmalowuje się jako figura demoniczna.

Przeczytaj także: Niedźwiedzie nie istnieją

Matka siedzi z tyłu to kameralna czarno-biała opowieść o walce z demonami przeszłości. Choć Oddsson odmalowuje tę historię w skromnej palecie barw, życia jego bohaterów nie można oceniać zero-jedynkowo. Złożona relacja matki z synem pełna jest toksycznych zachowań. Jon przez lata słuchał kąśliwych uwag, które na dobre wryły się w jego pamięć. Pomimo tego, że matka dawno odeszła z tego świata, jej głos pobrzmiewa niczym echo, nie pozwalając Jonowi swobodnie budować swoje życie. Ta wędrówka przez Islandię to dojrzewanie do autonomii i rozliczenie się z rodzicem, które zalewał dziecko toksyczną miłością.

W Matka siedzi z tyłu na początku jest sporo miejsca na humor. W końcu mężczyzna podróżuje z trupem na tylnym siedzeniu. Napotkani przez niego ludzie niewiele sobie z tego robią. Tak absurdalne podejście kontrastuje z emocjonalną powściągliwością i surowym krajobrazem. W tym kontrastach tkwi moc opowieści Oddssona. Choć islandzki reżyser nie odkrywa tu wielkich tajemnic świata, daje przestrzeń na refleksję i zadumę. 

daję 6 łapek!

Related Posts

To miało być zwykłe popołudnie. Kolejna godzina terapii, podczas której małżeństwo próbuje dojść...

Ona – kłamanie doprowadziła do mistrzostwa. On – prawdę, pracowitość i oddanie sprawie uznaje za...

Mała dziewczynka bawi się przed domem, kiedy podchodzi do niej podejrzanie wyglądający mężczyzna....

Leave a Reply