Nie da się ukryć, że oczekiwania wobec Napoleona Ridley’a Scotta były olbrzymie. Tymczasem kinowa opowieść o Bonaparte wpada na scenariuszowe mielizny. Staje w rozkroku między melodramatem a kinem wojennym. Nierówno rozkłada akcenty, bywa nieznośnie nudna, ale i ogromnie fascynująca. Zbyt wiele srok zostało schwytanych za ogon, by w spójny sposób przedstawić biografię osobowości, która porwała za sobą tłumy żołnierzy.

Napoleon: wódz bez charyzmy, imponujące bitwy

Od czasu premiery wiele się mówi o tym, że 2,5-godzinna fabuła okazała się niewystarczająca, by w satysfakcjonujący sposób opowiedzieć o Napoleonie Bonaparte (Joaquin Phoenix). Dopiero reżyserska wersja ma przynieść spełnienie. W tej sposób dostajemy lekko niedogotowany produkt, który jest tylko zapowiedzią czegoś lepszego, pełniejszego i bardziej spójnego. Nie jestem przekonana do takiego rozdrabniania się i nabijania kasy, a w konsekwencji zła na nieumiejętność dokonywania wyborów i skondensowanego opowiadania. Napoleon obejmuje w swej fabule dziesiątki lat, skupia się na strategicznym umyśle dowódcy, romantycznej duszy męża i presji narzuconej przez wielkie ego i otoczenie. Scott buduje monumentalną opowieść rozgrywającą się w latach 1789-1821. Czas pędzi na złamanie karku, a my – mimo wszystko – odczuwamy niepokojące znużenie.

Brak w tej historii spójnego przebiegu. Całość wydaje się mocno poszarpana i momentami zbyt informacyjna. Scott nie pogłębia portretu pokazywanej postaci. Nie oddaje w pełni głosy Napoleonowi, choć często słyszymy go z offu, gdy pisze listy do Józefiny (Vanessa Kirby). Łączy w sobie pewnego siebie dowódcę z dość dużym ego i pełnego lęków kochanka, który oddał swoje serce jednej kobiecie i Francji. Trudno jednak zagłębić się w jego osobowość i życie uczuciowe. Ślizgamy się tylko po powierzchni. Łapiemy szczątkowe informacje, by zbudować sobie spójny portret przywódcy. Joaquin Phoenix, jeden z najciekawszych aktorów swojego pokolenia, robi, co może, by ożywić swojego bohatera. Niestety scenariusz nie daje mu zbyt wielu możliwości. Zbyt często poważnym, acz pełnym smutku wzrokiem spogląda na rzeczywistość, by zrozumieć fenomen jego charyzmy i legendy. 

Przeczytaj także: Czas krwawego księżyca

Phoenix jest aktorem, który nie szarżuje z ekspresją. Wiele emocji rozgrywa się w ciszy, gdzieś w niedopowiedzeniu, a w oczach i małych gestach. To ogromna siła jego warsztatu. W tej powściągliwości jest metoda. Niestety nie do końca sprawdziła się w tej opowieści. W wiele rzeczy musimy po prostu uwierzyć na słowo: w potęgę rozumu przywódcy i miłość między Napoleonem a Józefiną. Między Phoenixem a Kirby na próżno szukać chemii. Ten dziwny związek, który – wydaje się – powstał z kalkulacji przerodził się w uczucie i wzajemną zależność. Temat ten nie zostaje jednak pogłębiony, ale kreacja brytyjskie aktorki zaostrza apetyt na więcej. Józefina pełna jest tajemnic. Kirby daje jej siłę, dostojeństwo, ale też odrobinę bólu, z którym znosi rozwód i wyprowadzkę z dworu. 

O ile na słowo musimy wierzyć w wielkie uczucie Napoleona do Józefiny, na jego umiejętności strategiczne dostajemy liczne dowody. Najmocniejszym elementem Napoleona są sceny batalistyczne z niesamowitym zdjęciami Dariusza Wolskiego i scenografią Arthura Maxa. Bitwy pod Austerlitz i Waterloo robią niesamowite wrażenia. Dostajemy przestrzeń, wiele rozgrywa się w szerokich kadrach. Czuć oddech w tych ujęciach i przepych, który pozwala uwierzyć w maestrię kierowania wojskiem i jego poszczególnymi oddziałami. Piechota dostojnie prezentuje się z bronią na barkach, a kawaleria z precyzją atakuje wroga. Widzimy jak poszczególne armie i dowódcy konstruują atak. Kadry wypełnione są akcją. Taki rozmach na dużym ekranie może zachwycać.

Ridley Scott podjął się karkołomnego zadania i nie do końca mu podołał. Jego Napoleon to surowa opowieść, w której zabrakło emocji. Przebieżka przez najważniejsze momenty z życia cesarza w telegraficznym skrócie, które nie dają wglądu w jego motywacje i osobowości. Rozmach realizacji nie wystarczy, gdy fabuła jest pozbawiona energii i życia. Oby wersja reżyserska naprawiła te niedociągnięcia.

daję 5 łapek!

Related Posts

Czekaliśmy na dobry polski serial obyczajowy o millenialsach. Doczekaliśmy się ciekawej...

Dobrzy nieznajomi Andrew Haigha zasługuje na miano najsmutniejszego i najbardziej czułego filmu...

Agrylle – tajny szpieg w reżyserii Matthew Vaughna wychodzi od ciekawej koncepcji: autorka...

Leave a Reply