7 – daję 7 łapek!

Siedmiu wspaniałych wojowników kolejny raz ratuje świat przed złem! Zupełnie w innym stylu niż przed laty.

Siedmiu wspaniałych

W 1954 roku Akira Kurosawa wyreżyserował obraz o tytułowych siedmiu samurajach, którzy niosą pomoc udręczonym mieszkańcom japońskiej wioski. Wieśniacy wynajmują roninów, by ochronili ich przed najeżdżającymi ich corocznie rabusiami. Czarno-biały film ma u mnie maksymalną ilość łapek, ponieważ zachwyca zarówno na płaszczyźnie fabularnej jak i technicznej. „Siedmiu samurajów” na stałe weszło do klasyki światowej kinematografii.

Niedługo po sukcesie japońskiego dramatu, na ekranach kin pojawiła sie amerykańska odpowiedź. John Sturges w 1960 roku stworzył „Siedmiu wspaniałych”. Zamiast samurajów w centrum wydarzeń pojawiają się kowboje. Japonia zamienia się w Meksyk. Miejsce miecza zajmuje rewolwer. Bardzo dobry western, w którym grają m.in. Steve McQueen czy Charles Bronson, zasługuje na osiem spośród dziesięciu łapek.

W kolejnych latach wyszły „Powrót siedmiu wspaniałych”, „Kolty siedmiu wspaniałych”, „Siedmiu wspaniałych nadjeżdża!” oraz miniserial pod tytułem oryginału – aż w końcu w 2016 roku pojawiła się zupełnie nowa odsłona „The Magnificent Seven”.

Amerykański obraz bardziej przypomina „Django” czy „Nienawistną ósemkę” niż westerny w starym stylu, choć Fuqua nie może się równać z geniuszem Tarantino. Niedaleko filmowi do komedii, mimo że bólu, krwi i śmierci też w nim nie zabraknie.

Trzeba nową wersję kultowej historii potraktować z przymrużeniem oka, podobnie jak podchodzimy np. do „Kingsman: Tajne służby”. Niewiele w niej realizmu. Sceny walk przywodzą na myśl niezniszczalność Bonda i efekciarstwo Avengersów.

Już sam dobór ‘samurajów’ budzi śmiech. Na niesamowitą siódemkę składają się konfederata i unionista (spośród których jeden jest czarnoskóry), Azjata, człowiek co rusz odwołujący się do Biblii, Indianin oraz – jak określa to jeden z bohaterów – „irlandzki ochlapus” i „Teksykanin”.

Siedmiu wspaniałych

Tak, pofolgował wyobraźni ten, kto wymyślił taką drużynę kowbojów. Na domiar złego(?), utworzenie tak osobliwego oddziału inicjuje kobieta. Prosta wieśniaczka z zaciętą miną – porównywana do Joanny d’Arc – która postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i uchronić wioskę od zguby.

Wydawać by się mogło, że opowiadana historia nie może nas niczym zainteresować. Przecież zakończenie znamy już z lat 60. A jednak seans sprawił mi dużo przyjemności. Podróż Chisolma (Denzel Washington) i werbowanie kolejnych indywidualności do ekipy, później mozolne przygotowania, treningi, obmyślanie strategii, przygotowywanie wioski do ostatecznego rozstrzygnięcia. W końcu walka, która – jak wspomniałam – wydaje mi się być trochę komiksowa.

„Siedmiu wspaniałych” dużo traci względem pierwszych – japońskiej i amerykańskiej – odsłon. Film z 2016 roku jest jakby płytszy, nie wprawia w zadumę. Za dużo w nim Hollywood. Stanowi jednak dobre kino rozrywkowe.

Klimat tworzy przede wszystkim muzyka Jamesa Hornera („Titanic”, „Piękny umysł”, „Braveheart”), która nie może pozostać niezauważona. Zachwyciłam się też dźwiękiem. Wiatr zdawał się hulać w sali Cinema City, a w pewnym momencie miałam ochotę przegonić znad głowy natrętną muchę, dając się nabrać dochodzącym z głośników dźwiękom.

Kilka spośród scen to także nie lada gratka dla pań. Twórcy starają się, by kowboje – mimo że nie mają klasycznych twarzy przystojniaków – byli na swój sposób seksowni. Choć brudni i spoceni – wciąż imponują sprawnością, z jaką posługują się bronią. A i trudno chyba nie odnaleźć swojego ulubionego typu urody wśród takiej mieszanki etnicznej. Do wyboru – oprócz wspomnianego wyżej Washingtona – Chris Pratt, Ethan Hawke, Byung-hun Lee, Manuel Garcia-Rulfo, Martin Sensmeier, Vincent D’Onofrio, a także Peter Sarsgaard w roli czarnego charakteru.

About the Author

Radiowiec, prawnik, podróżnik. Niekoniecznie w takiej kolejności. Nade wszystko: kinomaniak.

Related Posts

Uruchomiła się pewna nostalgiczna strona Sama Mendesa i powstał film “Imperium światła”. To pełna...

Zostać i przebaczyć, zostać i walczyć, a może po prostu odejść? Sarah Polley w “Women Talking”...

Sebastian Lelio to reżyser, który potrafi tworzyć prawdziwe cuda w swoich filmowych opowieściach....

Leave a Reply