Kto ma mieszkanie, ten ma władzę. A przynajmniej może brać czynny udział w podejmowaniu decyzji. Jiří Havelka zaprasza nas na spotkanie współwłaścicieli praskiej kamienicy. Zebranie dalekie jest od spokojnej wymiany zdań, a różnice charakterów sprawiają, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji to ryzykowna bitwa.

Właściciele są ekranizacją sztuki teatralnej i tę sceniczność czuć od pierwszych minut. Bohaterowie zamknięci w małej przestrzeni operują przede wszystkim dobrze napisanym dialogiem, który dość mocno nakreśla plejadę charakterów. Na spotkaniu meldują się starzy i nowi lokatorzy, młodzi przedsiębiorcy, formalistki czy idealiści. Maszynka do kreowania stereotypów zostaje uruchomiona, a Havelka lekko puszcza humorystyczne cugle.

Przeczytaj także: Lunana. Szkoła na końcu świata

Ten film swoją konstrukcją niemalże natychmiast przywodzi na myśl Dwunastu gniewnych ludzi Sidney’a Lumeta, choć nie niesie w sobie takiego ciężaru emocjonalnego, czy Rzeź Romana Polańskiego. Jest coś hipnotycznego i wciągającego w kameralnych komediach rozgrywających się w jednej przestrzeni. Głównie dlatego że cała maszyna pełna atrakcji musi polegać na dobrze skonstruowanych postaciach i scenariuszu. Atrakcyjne przestrzenie nie są w stanie odwrócić naszej uwagi, a każde potknięcie fabularne jest natychmiast zauważalne. Havelka ma świadomość jak wiele zależy od pełnokrwistych bohaterów i daje im przestrzeń do rozwijania skrzydeł absurdu. 

Prym podczas spotkania wiedzie przewodnicząca Zahrádková, młoda i ambitna matka, która traktuje kamienicę jako wymagające opieki ognisko domowe. Westalka chce ratować podupadający budynek, ale jej pomysły natrafiają na mur: formalności, głosowania, niechęć do zmian i egoistyczne walczenie o własne potrzeby. Słowne przepychanki z każdą minutą zyskują na sile, a kąśliwe komentarze tylko uwypuklają ludzkie animozje. Na zebraniu spotyka się przekrój czeskiego społeczeństwa.

Właściciele to kino pełen napięć, sprzeczności, ale też dobrego humoru. Czeski reżyser sprawnie buduje dramaturgię, doprowadzając do wybuchu temperamentów i zderzeniu się odmiennych spojrzeń na rzeczywistość. Nie brak temu filmowi mankamentów, a tempo pozostawia wiele do życzenia, jednak całość broni się zabawną formą i smaczkami, które można wyłapać, uważnie obserwując to, co dzieje się na ekranie.

daję 6 łapek!

Related Posts

Alex Garland zabiera nas w centrum wojennego piekła niczym na rodzinną przejażdżkę na piknik....

Opowieść body positive skonstruowana na podstawie prawdziwej historii z lat 70. XIX w. ma w sobie...

Z oczekiwaniami wiążą się rozczarowania. Czerwone maki Krzysztofa Łukaszewicza miały szansę być...

Leave a Reply