„Emotki. Film”, reż. Tony Leondis (2017)


”Biegnij

 – daję 6 łapek!

Ktoś mówi do mnie, że życie jest coraz szybsze, a koncentracji pozostaje coraz mniej. Współcześni licealiście całymi godzinami przesiadują w telefonach, tworząc przy pomocy różnorakich aplikacji alternatywną rzeczywistość.

Brzmi złowrogo. Myślę wtedy, że produkcja tak naprawdę mogłaby nie być skierowana do dzieci, a stanowić przestrogę dla rodziców. Wizja kreowana przez narratora zdaje się być przerażająca. Co gorsza – zauważam, że jest prawdziwa.





Autorem słów z offu okazuje się być nietypowa emotikonka. W jej rodzinnych stronach każdy ma przypisaną konkretną prostą funkcję. Płaczek zawsze płacze, nawet gdy wygra na loterii; śmiejący się emotikon szczerzy radośnie zęby, nawet kiedy złamie rękę; choinka wprowadza świąteczny nastrój nawet we wrześniu, a kupa ma być kupą.

Tymczasem nasz narrator nie potrafi być obojętny. Powinien wyrażać tylko tę jedną emocję, ale na jego twarzy odmalowuje się wachlarz uczuć. Rodzice widzą, że nie jest gotowy, by zacząć pracę, jednak pozwalają mu zaryzykować.

Kadr z filmu „Emotki. Film”.

Minek (w polskiej wersji językowej Paweł Ciołkosz) trafia do modułu w aplikacji tekstowej telefonu Alexa (Karol Osentowski). Chłopiec klika właśnie na jego wizerunek, co sprawia, że emotka jest skanowana, by wyświetlić się na ekranie czatu. Minek wpada w panikę i dziewczyna, w której kocha się Alex, otrzymuje bardzo dziwną wiadomość. Właściciel telefonu postanawia oddać urządzenie do serwisu. Informacja o rychłym czyszczeniu danych wpędza w popłoch wszystkie emotki.

Przywódczyni Uśmiech (Katarzyna Kwiatkowska) wydaje botom rozkaz zlikwidowania Minka. Trzeba pozbyć się anomalii, by oprogramowanie w serwisie nie wykryło nieprawidłowości. Nietypowej emotce udaje się w towarzystwie Piątki (Szymon Roszak) uciec z aplikacji. Przemierza tapetę w poszukiwaniu tajemniczego hakera imieniem Matrix (Monika Pikuła) oraz drogi przez Dropboxa do chmury.





W filmie mnóstwo jest zabawnych nawiązań do świata Internetu: Facebook, Instagram, kichające wirusy, koń trojański za barem w knajpie, natrętna pani Spam, złośliwe trolle, „Pen Pineapple Apple Pen” i słodki kotek na YouTube.

Miałam przyjemność być na pokazie przedpremierowym w Cinema City na sali pełnej dzieci. Uwielbiam obserwować reakcje młodych widzów podczas seansów dla nich przeznaczonych. I tutaj usłyszałam: „O! Mama gra w Candy Crush!”, a dziewczynka obok mnie wyśpiewała każde słowo utworu „Feel This Moment” Christiny Aguilery i Pitbulla.

Kadr z filmu „Emotki. Film”.

Nie wiem, czy małe dzieci dostatecznie zrozumieją tę produkcję. Chyba nie używają większości aplikacji, które są przedstawiane w filmie. Dla starszego widza z kolei nie ma w tym obrazie za wiele. To nie kolejny „Zwierzogród” czy chociażby „Trolle” albo „Sing”.

„Emotki. Film” bywa zabawny oraz próbuje przemycić pouczenie o tym, że bycie innym niekoniecznie jest złe. Warto pozostać sobą oraz pielęgnować miłość i przyjaźń. Dostrzegamy też nutkę feminizmu, kiedy zbuntowana królewna złości się, że w pierwszym zestawie emotikon kobieta mogła być tylko księżniczką albo żoną.

Kadr z filmu „Emotki. Film”.

Myślę, że dorosły widz będzie się na seansie nudził. Dobre tłumaczenie i chwytliwe gry słowne cieszą, ale to zdecydowanie za mało, by nas zaabsorbować. Polecam jednak wysłać na „Emotki. Film” przedszkolaka w towarzystwie gimnazjalisty i sprawdzić, komu tak naprawdę animacja spodoba się bardziej 😉


Zapraszamy do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *