„I, Tonya”, reż. Craig Gillespie [TIFF]


– daję 7 łapek!

Tonya Harding wywołała największy skandal w historii amerykańskiego sportu. Łyżwiarka figurowa, która osiągała ogromne sukcesy. Niezwykle uzdolniona i zdecydowana przekroczyła granicę zdrowej rywalizacji, pozbywając się konkurencji przez doprowadzenie do kontuzji Nancy Kerrigan. Ale jaka jest prawda, która kryje się za tą medialną historię? Craig Gillespie mówi o tym, że prawda ma różne oblicza. A obiektywna rzeczywistość nie istnieje.

I, Tonya

I, Tonya

I, Tonya powstała na postawie wywiadów udzielonych przez Tonyę (Margot Robbie), jej byłego męża Jeffa (Sebastian Stan) i jego kumpla Shawna (Paul Walter Hauser). Krótkie wypowiedzi bohaterów prowadzą nas przez meandry życia Harding, pokazując, jak wiele obliczy może przybierać jedno wydarzenie. A interpretacja zależy od towarzyszących nam emocji i posiadanej wiedzy. Rzeczywistość nie jest obiektywna.



Film Gillespie nie jest biografią, to prawdziwa mieszanka wybuchowa aktorskich perełek i dosadnego humoru. Reżyser skupia się na sukcesach i porażka, tworzy rodzinne tło historii, aby – dzięki odwołaniom do przeszłości – przedstawić niezwykle bogaty portret bohaterki. Tonya od najmłodszych lat wiedziała, że łyżwy są jej przeznaczeniem. Despotyczna matka (Alisona Janney) zapędziła córkę na treningi i wpoiła przekonanie, że czegokolwiek by nie zrobiła, zawsze może być lepsza. Tonya nie wychowała się pod kloszem, pochodzi ze średnio zamożnej rodziny i nie przebiera w słowach, co niesie swoją cenę – łyżwiarstwo figurowe ceni sobie dystynkcję i dobre wychowanie (pochodzenie!). Aby udowodnić, że ma prawdziwy talent będzie musiała włożyć w swój rozwój dużo energii i determinacji.

I, Tonya pokazuje niesamowicie dynamiczne i patologiczne relacje rodzinne. Brak czułości ze strony matki i przemoc domowa, która napędzała małżeństwo z Jeffem to brutalne tło psychicznych zmagań z odrzuceniem przez środowisko sportowców – szczególnie negatywnie nastawione jury. Gillespie żongluje wątkami, ale potrafi sprawnie spiąć je w ramy indywidualnych wywiadów. Tworzy film, który momentami przypomina mockument, by za chwilę stać się tragikomedią. To idealne połączenie czarnego humoru z powagą przedstawianej sytuacji.

Film australijskiego reżysera to przede wszystkim dobry scenariusz, ale i fenomenalne aktorskie kreacje. Margot Robbie z filmu na film pokazuje, że nie jest tylko piękną blondynką, ale drzemie w niej ogromny potencjał przeobrażania się w charyzmatyczne postaci. Wraz z Janney tworzą barwny ekranowy duet. I, Tonya nie stawia tez, nie opowiada się po żadnej stronie, dzięki czemu zachwyca sposobem opowiadania historii. To film, który intryguje, bawi i wzrusza. Prawdziwy i zachwycający potrójny piruet!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *