„Twarz”, reż. Małgorzata Szumowska [Berlinale 2018]


– daję 7 łapek!

Małgorzata Szumowska lubi wsadzać kij w mrowisko. O ile jej wcześniejsze filmy spotykały się z mieszanym przyjęciem w Polsce, tym razem reżyserkę czeka prawdziwa przeprawa. Dostaje się polskiej przaśnej religijności, małomiasteczkowości, niedojrzałości do kapitalizmu, uprzedzeniom i negatywnemu nastawieniu wobec innych. Innych nie tylko w kontekście obcości i dyskusji o uchodźcach, ale przede wszystkim wobec odstających od norm narzuconych przez społeczność. Twarz to Cicha noc bez zahamowań. Policzek wymierzany raz po raz naszej mentalności.

Twarz

© Bartosz Mronzowski

Wcześniejsze filmy Szumowskiej (Sponsoring, W imię…, Body/Ciało) również nie były laurką dla Polski i jej przywar. Wyróżniała je empatia do zagubionych bohaterów, którym nie po drodze z normami i polską poprawnością czy konserwatyzmem. Tym razem reżyserka W imię… obdziera się z wszelkiego współczucia i z ironiczną miną kreuje soczystą satyrę. Małe miasteczko gdzieś na południu to zbiór wszelkich wstydliwych przyzwyczajeń i zachowań. Już otwarcie Twarzy określa temperaturę i poziom czarnego humoru, który będzie towarzyszył opowieści do końca. Jeden z supermarketów organizuje świąteczną promocję na telewizory. Kiedy otwierają się drzwi sklepu, odbywa się prawdziwy maraton i symfonia waleczności.

Dużo w Twarzy krzyku i wzajemnych pretensji. Coraz mniej ciepła i czułości. Przy kuchennym stole dochodzi do awantury na temat przyszłości Jacka (Mateusz Kościukiewicz), przed lokalnym spożywczakiem pijaczyny dopominają się o złotówkę, a na komunię dziewczynka zajeżdża wystawną karetę. Wiele takich klisz i przerysowań pojawia się podczas całej fabuły, ale nie są to tylko puste ozdobniki. Poszczególne sceny tworzą mroczny i metaforyczny krajobraz strachu i frustracji, że ciągle czegoś nam brak i ciągle ktoś nam rzuca pod nogi kłody. Jedynie relacja Jacka z niezwykle wspierającą siostrą (Agnieszka Podsiadlik) wymyka się ponad przeciętność. Zachwyca ciepłem i zrozumieniem, a przede wszystkim bezwarunkowym wsparciem w trudnej sytuacji.



Cała metaforyczność filmu Szumowskiej zasadza się na jednym bohaterze – Jacku, który nie pasuje do lokalnej społeczności. Z długimi włosami i głośną metalową muzyką w samochodzie zostaje wrzucony w schemat złego satanisty. Odmieńca, którego trzeba się obawiać. Kiedy podczas budowy największego pomnika Jezusa Chrystusa w Europie, a nawet i na świecie (nasz Jezus jest większy od tego w Rio de Janeiro), ulega wypadkowi, podlega operacji przeszczepu twarzy. Odmienność staje się namacalna, a mieszkańcy miasta nie potrafią sobie poradzić z jego wyglądem.

Twarz to nie tyle kontrowersja tematyczna, ale eksperyment na poziomie zdjęć i majstersztyk charakteryzatorski. Sielska atmosfera zostaje oddana przez naturę, a lekko zamglony obraz, pozbawiony ostrości po bokach przejmuje perspektywę patrzenia bohatera. Dzięki Waldemarowi Pokromskiemu Kościukiewicz zyskuje drugą twarz, która wygląda niezwykle wiarygodnie i przejmująco. Szumowska jest wiarygodna i dosadna w swoich obserwacjach. Doskonale czuje filmową materię, dzięki której potrafi zbudować przejmujący obraz zasadzający się na ironii i czarnym humorze.

Można zarzucić nowemu filmowi Szumowskiej poszukiwania taniej sensacji, wyłuskiwanie przywar i samych negatywów, aby z lubością je obśmiać. Można czuć się niekomfortowo z policzkiem wymierzanym w małomiasteczkowości. Jednak Twarz pokazuje bolesną prawdę o naszej mentalności i lęku przed nieznanym w mikroscenach, o których na długo będzie się pamiętać. Ten film, w przeciwieństwie do Body/Ciało, jest dużo bardziej surowy w swoich ocenach. To czarna komedia, w której trudno poszukiwać nadziei. Smutna refleksja, czy na pewno zmierzamy w dobrym kierunku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *