„Wojna o planetę małp”, reż. Matt Reeves (2017)


”Biegnij

8 łapek!– daję 8 łapek!

Inteligentny, stonowany, spokojny i wstrząsający. Film Matta Reevesa nie wpisuje się w schemat wakacyjnego przeciętniaka, w którym efekciarstwo przyćmiewa fabularne niedociągnięcia. Wojna o planetą małp to mądra opowieść, która czerpie inspiracje z Biblii, Szekspira, powieści Josepha Conrada i odwołuje się do szerokiego kontekstu kulturowego na czele z amerykańskim niewolnictwem i walką o prawa obywatelskie. Reevesowi bliżej do Cienkiej czerwonej linii Terrenca Malicka i Czasu Apokalipsy Francisa Forda Coppoli niż pełnego efektów specjalnych Szeregowca Rayana Stevena Spielberga.

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp – czas nowego porządku

Prequel i reboot odświeżonej trylogii o planecie małp to najlepsza odsłona opowieści o Cesarze (Andy Serkis) i jego plemieniu. Po wojnie z ludźmi i buncie Koby małpy pragną wieść spokojne życie w swojej osadzie z dala od cywilizacji upadającego człowieka. Pułkownik (Woody Harrelson) ma jednak inne plany. Kierowany żądzą zemsty chce unicestwić zmutowane ssaki i zapobiec rozprzestrzenianiu się atakującego ludzi wirusa. Napaść na siedzibę małp sprawia, że wojna zamienia się w prywatną wendetę Cesara. Reeves skupia się na kinie zemsty, ale odnajduje w nim uniwersalny wydźwięk w egzystencjalnych rozważaniach pełnego wątpliwości Cesara. Władca małpa musi poradzić sobie z demonami przeszłości oraz wspomnieniem Koby, które pojawia się niczym wyrzut sumienia i podszept zła.



Wojna o planetę małp zachwyca indywidualnym stylem. Reżyser Ewolucji planety małp jest gotowy podjąć ryzyko i – pomimo niesamowitych efektów specjalnych – skupić się na intelektualne warstwie filmowej opowieści. Ludzie na ekranie zostają ograniczeni do minimum. Całość składa się z długich – niemal niemych – sekwencji, w której to małpy przedstawiają swój świat. Tylko Cesar i uratowany z zoo, niezwykle komiczny, szympans o imieniu Zła Małpa (Steve Zahn), opanowali sztukę mówienia, reszta braci mniejszych posługuje się językiem migowym. Reeves z niezwykle kontrapunktową i oryginalną muzyką Michaela Giacchino potrafi przyciągać uwagę i zwiększać napięcie na ekranie. Prowadzi rozważania nad człowieczeństwem i jego esencją, wspólnotowością oraz upadkiem świata przez egoistyczne pragnienia władzy i kontroli nad naturą.

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp

Fenomenalnie zarysowana wędrówka do „ziemi obiecanej” obfituje w przeszkody, którym małpy potrafią stawić czoła, głównie dzięki zaradności i spójnej społeczności. Film przepełniony ciszą i kontemplacją, której bliżej do kina postapokaliptycznego niż wojennych fajerwerków, intryguje alegorycznym przedstawieniem świata małp w pierwszej części i obozową rzeczywistością w drugiej połowie. Obrazy zatopione w zimowym klimacie przywodzą na myśl obozy pracy, którymi, w imieniu reżimu, dowodzi szaleniec. Pułkownik Harrelsona przypomina Kurtza kreowanego przez Marlona Brando w Czasie apokalipsy. Jest demoniczny, silny i bezkompromisowy i to właśnie w nim (i Kobo) Cesar znajduje swoje odbicie, z którym musi się zmierzyć.

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp to niezwykle udane domknięcie trylogii. Pomimo pretekstowej postaci niemej dziewczynki, w której ma się przejrzeć wiedziony nienawiścią Cesar, film unika łatwych kategoryzacji i schematów. Wizja Reevesa perfekcyjnie obnaża niedostatki „ludzkiej” natury. To odważny film, wykraczający poza schemat wakacyjnej rozrywki, który udowadnia, że efekty specjalne mogą służyć opowiadanej historii, a nie tylko być zachwycającym wybuchem komputerowych możliwości. Niezwykle inteligentny, przemyślany moralnie i piękny obraz, w którym Serkis – po raz kolejny – przekracza granice aktorskiej sprawności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *