Czy sztuka może docierać do trzewi? Rozdzierać serce? Poruszać myśli? Kino od lat ma tę magiczną moc, że potrafimy się w nim przeglądać jak w zwierciadle. Patrzymy na bohaterów, z którymi się utożsamiamy albo którymi pragniemy być. Film zabiera nas w emocjonalne podróże, które mają w sobie terapeutyczną moc. „Hamnet” Chloé Zhao jest jednym z najlepszych, najczulszych i najbardziej poruszających seansów tego sezonu.

Hamnet: Najlepsze katharsis ostatnich lat

Bez emocjonalnego szantażu, w ciszy angielskiej prowincji, w otoczeniu piękna i majestatu natury, rozgrywa się mały-wielki dramat rodziny. Chloé Zhao sięga po powieść Maggie O’Farrell, by opowiedzieć o stracie, żalu i żałobie, a także przyjrzeć się uzdrowicielskiej mocy sztuki, dzięki której bohaterowie mogą zrozumieć własne emocje.

Agnes (zasługująca na Oscara Jessie Buckley) jest połączona z naturą. Poznajemy ją, gdy zwinięta w kłębek leży pod majestatycznym drzewem. Piękno łączy się tu z przerażającą otchłanią – dziurą między korzeniami, która prowadzi w głąb czarnej ziemi. Dziewczyna potrafi ujarzmić naturę, czerpie z darów flory i żyje w zgodzie z fauną – jest poskramiaczką jastrzębi. Kiedy Will (Paul Mescal) widzi ją po raz pierwszy, jest stracony. To początek pięknej i silnej miłości, która zostanie wielokrotnie wystawiona na próbę. Rodzice mężczyzny nie zgadzają się na ślub, wierząc, że Agnes jest „wiedźmą”, jednak nic nie jest w stanie rozdzielić zakochanych.

Wbrew pozorom nie jest to tylko romantyczna opowieść o pokonywaniu przeciwności losu. „Hamnet” skupia się na relacji Agnes z Williamem Szekspirem, portretując życie rodzinne z dala od twórczego zgiełku i celebracji geniuszu. To Agnes odgrywa tutaj pierwsze skrzypce jako żona i matka. Kobieta daje mu trójkę dzieci, a kondycja ich związku bezpośrednio wpływa na artystyczną płodność pisarza. Śmierć syna staje się ostatecznie inspiracją do stworzenia „Hamleta”.

Przeczytaj także: Mała Amelia

Jessie Buckley i Paul Mescal tworzą niebywale hipnotyczny duet. Od początku czuć między nimi niewypowiedzianą chemię i ogromną czułość. Jednak to Buckley kradnie całą uwagę, kreując postać silnej kobiety, która musi znaleźć w sobie siłę, by nie dać się pochłonąć rozpaczy. Zhao pokazuje odmienne sposoby przeżywania żałoby i radzenia sobie z traumą po utracie dziecka. Gdy Agnes zapada się w sobie, pozbawiona sensu i zrozumienia dla nieprzychylnego losu, Will odnajduje w tragedii źródło twórczej inspiracji. Oderwani od siebie, początkowo nie potrafią znaleźć wspólnego języka w cierpieniu.

„Hamnet” zachwyca dbałością o szczegóły i subtelnym oddaniem stanów emocjonalnych. Łukasz Żal fantastycznie filmuje naturę, która jest nierozerwalnie związana z główną bohaterką. Sprawia to wrażenie, jakbyśmy oglądali mityczną nimfę w baśniowym świecie. Zresztą całość urasta do rangi przypowieści, choć patrzymy na ludzi z krwi i kości. Zhao wydobywa z mroków trudnych emocji to, co najpiękniejsze – wrażliwość i zrozumienie.

Kulminacyjna scena, w której w Globe Theatre po raz pierwszy wystawiany jest „Hamlet”, rozdziera serce na milion kawałków. Opowieść przez lata odczytywana jako historia o zdradzie, w oczach bohaterów staje się rozprawą o odchodzeniu. Jest stawieniem czoła stracie syna i formą pożegnania z nim. To filmowe katharsis, które – przy dźwiękach muzyki Maxa Richtera – daje poczucie ulgi. Takiego kina wielkich emocji nam potrzeba. Śmierć daje tu nowy początek.

Za seans dziękuję

daję 8 łapek!

Related Posts

Kiedy się rodzimy, znajdujemy się w centrum całego świata. Niczym bóg stwarzamy w swych oczach...

Nieudacznik, który walczy o swoje. Self-made man, któremu niestraszny wiatr w oczy. W końcu...

Kino o wierze i religii zazwyczaj kojarzy mi się z kinem z tezą. Od początku patrzymy na...

Leave a Reply