Nieudacznik, który walczy o swoje. Self-made man, któremu niestraszny wiatr w oczy. W końcu Ameryka wyrosła na micie „od zera do milionera” i w wierze w niego wzrastała od lat. Josh Safdie w Wielkim Martym czerpie z niego pełnymi garściami, ale przede wszystkim opowiada o pogoni za metaforycznym króliczkiem. Marty (Timothée Chalamet) wpada – niczym Alicja do Krainy Czarów – w świat, w którym nadrzędnym celem jest bycie najlepszym na świecie tenisistą stołowym.

Wielki Marty: Pogoń za białym królikiem w Krainie Ping-Ponga

Marty jest ucieleśnieniem Ameryki z jej wielkościowymi ideałami, wybujałym ego i mitem, który kreuje na swój własny temat. Stojący u progu dojrzałości, zamknięty w sklepie z butami swojego wujka, nie chce wpisać się w schemat dobrego amerykańskiego męża z przedmieść. Napędza go marzenie o wielkości i sławie. Pewny siebie, wręcz buńczuczny, nie zatrzyma się w swoim pędzie po sukces. Choć przekracza granice, balansuje na krawędzi prawa i ludzkiej przyzwoitości, walczy do końca. W jego słowniku nie ma słowa „przegrana”.

Wielki Marty oprawiony jest piękną klamrą. Rozpoczyna się od pojedynku z japońskim tenisistą i kończy rewanżem. Wszystko pomiędzy to świat utkany z anegdot i hulaszczych przygód, podczas których Marty próbuje dotrzeć do celu, jakim jest turniej w Japonii. Pozbawiony środków do życia, musi wykazać się sprytem i zaradnością – a tego mu nie brakuje.

Przeczytaj także: Good time

Timothée Chalamet doskonale odnalazł się w roli aroganckiego mistrza in spe, który przekonany o własnej wielkości, prowadzi sprawne rozgrywki ze wszystkimi ludźmi dookoła. Aktor świetnie wypada w słownych wymianach; jest szybki niczym piłeczka pingpongowa i uroczo antypatyczny. Jego Marty to antybohater, któremu wbrew rozsądkowi kibicujemy. Swoją arogancją i butą wyważa przecież drzwi do niemożliwego i pokazuje, że zapalczywość i determinacja wypełniają drogę do sukcesu.

W jego Krainie Czarów pełno jest przeszkód, ale i magicznych postaci, które decydują się nagiąć zasady, by mu pomóc. Aktorka Kay (Gwyneth Paltrow) daje się uwieść jego wdziękowi. Choć początkowa nachalność i pewność siebie Marty’ego ją zniechęca, jest gotowa zaryzykować swoje małżeństwo, by wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Z kolei jej mąż, odnoszący sukcesy biznesmen Milton Rockwell (Kevin O’Leary), po pierwotnej fascynacji dostrzega w nim niedojrzałego performera, który swoje kompleksy przykrywa nierealnymi wizjami.

Czy to opowieść o dojrzewaniu? A może o zwyciężaniu? Josh Safdie w ramach kina sportowego opowiada o bezkompromisowej młodości, która nie przyjmuje odmowy i uparcie walczy o swoje. To film pełen pędu, dezynwoltury i pewności siebie. Wielki Marty pokazuje, że na sukces trzeba ciężko zapracować. Wychodzenie z egoistycznej bańki własnych oczekiwań to długa i wyboista droga.

daję 8 łapek!

Related Posts

Maciej Pieprzyca w Ołowianych dzieciach ponownie zabiera nas na Śląsk. Tym razem chce złożyć hołd...

Czy sztuka może docierać do trzewi? Rozdzierać serce? Poruszać myśli? Kino od lat ma tę magiczną...

Kiedy się rodzimy, znajdujemy się w centrum całego świata. Niczym bóg stwarzamy w swych oczach...

Leave a Reply