Mężczyzna musi być twardy. Nie powinien mówić o uczuciach. Gwarantem miłości do rodziny jest to, że jej członkowie mają co jeść i co na siebie włożyć. Ojciec nie strzępi języka – ojciec działa.

taken

Analizując występujące w kinematografii portrety matki, skupiałam się na wyraźnie widocznej relacji mamy z dzieckiem. Matka nie każe czytać między wierszami. Jawnie oddaje się swojej latorośli. Jest przyjaciółką, opiekunką, nauczycielką, wsparciem. Lwica, która walczy o dziecko do upadłego i nie omieszka zadbać o to, aby cały świat o tej walce i jej pobudkach usłyszał.

Ojciec nie zawsze pozwala sobie na ckliwość. Stara się nie być wylewny. Może bywa zbyt szorstki, zdarza mu się unieść. Nie ma czasu i ochoty na czułe słówka. Nie zawsze będzie miał czas i cierpliwość na zapewnianie dziecka o swojej miłości (co nie znaczy, że redukuje takie zagrania do zera), ale kiedy przyjdzie potrzeba – stanie w szranki z całym światem w imię bezpieczeństwa i szczęścia swojego potomka.

Szukając wśród filmowych ojców tych, którzy nie poprzestają na strzępieniu języka, zacznijmy w sposób oczywisty. Tatą numer jeden efekciarskiego kina współczesnego jest bezsprzecznie Bryan Mills.

taken

„Uprowadzona” reprezentuje kino odarte z realizmu. Akcja niczym z komiksu, a i bohaterowie szablonowo biało-czarni, główna figura absolutnie niezniszczalna. Nie wyklucza to jednak możliwości zachwycenia się poziomem determinacji postaci granej przez Liama Neesona. Tak właśnie działa ojciec.

Córka Bryana nie zawsze myśli o nim ciepło. Mills bywa despotyczny. W pracy twardziel, a w kontaktach z dzieckiem dziwnie nieporadny. Nadopiekuńczy tata krępuje swoją – w jego oczach wciąż małą i bezbronną – córeczkę. Chcąc ograniczyć ryzyko zetknięcia się przez nią z jakimkolwiek niebezpieczeństwem, blokuje wyjazd Kim za granicę.

Bryan nie jest tatą, który przesiaduje wieczorami na skraju łóżka swojego maleństwa, gładzi po głowie i obiecuje wypad na lody w słoneczny weekend. Kiedy jednak Kim zostaje uprowadzona – Mills nie cofa się przed niczym.

Nie strzępi języka – na cóż tłumaczenia? Matka dziewczyny nie musi wiedzieć za dużo. Przecież i tak nie na wiele się przyda. Zresztą – tu nie ma czasu na gadanie. Policja? Ojciec załatwi to sam. I choć jest nieaktywnym już agentem, bez mrugnięcia okiem usunie każdego, kto stanie mu na drodze do odnalezienia Kim.

sam

Jednak życie to nie film akcji. Prawdziwa walka o dziecko to nie pojedynek na pięści z rosyjskim gangsterem, ale bój toczący się np. w sali sądowej.

Sam Dawson w skórze Seana Penna pragnie odzyskać prawa rodzicielskie. Opieka społeczna odebrała mu córkę, bo… Bo nie jest taki jak wszyscy? Brakuje mu bystrości, zręczności? Czy ujmuje to jego predyspozycjom do bycia ojcem? Czy nie starczy mu miłości, cierpliwości, wytrwałości i ciepła do wychowania młodego człowieka?

Pamiętam, że buntowałam się trochę przeciw przyznaniu praw do opieki nad synem Tedowi w „Sprawie Kramerów”. Grana przez Meryl Streep Joanna Kramer na pewno nie była przykładem matczynych cnót wszelakich, ale bohater Dustina Hoffmana też nie budził mojego zaufania.

Teda pochłania praca. W obliczu wielkiej kariery nie ma czasu na przyjaźń z synem. Zdaje się, że go nie rozumie; nie wyczuwa się pomiędzy nimi specyficznej więzi. Chwilami zdaje się nawet, że dziecko mu przeszkadza. Dlaczego więc podejmuje wyczerpującą walkę o nie?

W obliczu zagrożenia ojciec nie ma czasu na gadanie. Jaki w tym sens? Trzeba działać. Kramer postanawia zrobić co w jego mocy, by Billy miał szansę prawidłowo rozwijać się pod pragmatycznym i – mimo wszystko – czułym okiem ojca. Nie zamierza dopuścić, by mały został przy niestabilnej emocjonalnie matce.

kramer

Lisa Brennan nie mogła liczyć na żadną czułość ze strony ojca. Przynajmniej tak to przedstawia najnowsza biografia Steve’a Jobsa.

Michael Fassbender spaceruje nerwowo na planie filmu, trzaska drzwiami, pokrzykuje. Filmowy Jobs wypiera się tego, że Lisa jest jego córką. Nie kwapi się do jej przytulenia, nie proponuje wspólnie spędzonego popołudnia.

Tak naprawdę zajmuje ona jednak ważne miejsce w jego sercu. Ogromne sumy pieniędzy nie są przesyłane na jej rzecz tylko z powodu wyrzutów sumienia. Ojcu zależy na szczęściu córki i choć trudno mu o tym mówić, krew w nim wrze na myśl, że ktoś może ją skrzywdzić. Wpada w furię, kiedy zauważa, że matka Lisy wykorzystuje ja, by wyłudzić od Steve’a kolejne przelewy.

jobs

Kiedy myślę o ojcu, który niewiele ma do powiedzenia – widzę zagubione spojrzenie prostego Connora, przemierzającego świat w imię swych ojcowskich uczuć. Za sprawą „Źródła nadziei” Russell Crowe zaliczył wyjątkowo lichy debiut reżyserski, a i aktorsko się tym razem nie popisał. Trudno widzowi o sympatię do australijskiego farmera.

Connor wyrusza do odległej i nieznanej Turcji, by odnaleźć ciała synów poległych w bitwie pod Gallipoli. Wie, że nie żyją. Wie, że nigdy więcej ich nie zobaczy. Nie widzi dla siebie ratunku, a jego życie pozbawione zostało sensu.

Niewiele ma do powiedzenia, bo i właściwie o czym tu mówić? Zdaje się, że nie łączyły go z synami relacje partnerskie. Był jedynie ojcem – nie przyjacielem, co było pewnie dyktowane czasami, obyczajami. Skąd więc irracjonalna misja? Cały film jest owiany jakby mistycyzmem. Connora wiedzie niepojęta siła, a poszukiwanie ciał synów ma być wyrazem jego wielkiej ojcowskiej miłości.

zrodlo

Jeżeli zdecydowałam się już przytaczać słabe filmy, to pozwolę sobie na kolejny krok. Ojcostwo z przymrużeniem oka: „Zoolander 2”.

Derek i Hansel są najlepszymi modelami na świecie, mającymi rzesze fanów na całym globie. Kiedy z winy Dereka ginie jego piękna żona, a boska twarz Hansela zostaje uszkodzona, obaj wycofują się ze świata mody i zupełnie zmieniają styl życia. Derek staje się pustelnikiem, który w samotności katuje się psychicznie, wspominając swe grzechy. Nagle otrzymuje propozycję powrotu do popkultury. Wierzy, że sukces na wybiegu może pomóc mu odzyskać syna, który trafił do sierocińca po śmierci matki.

Jako że Derek jest atrakcyjnym modelem, spodziewa się w domu dziecka zobaczyć równie pociągającą latorośl. Odwraca się na pięcie i zamierza uciec, kiedy jego syn okazuje się obśmiewanym przez kolegów grubasem. Derek nie potrafi go zaakceptować.

zoolander

Zaznaczam, że „Zoolander 2” jest absurdalną i obrzydliwą komedią wyreżyserowaną przez Bena Stillera. Choć obsada składa się z naprawdę głośnych nazwisk (m.in. Owen Wilson, Will Ferrell, Penélope Cruz, Benedict Cumberbatch, Sting, Justin Bieber, Susan Boyle, Ariana Grande, Naomi Campbell, Katy Perry, John Malkovich, Tommy Hilfiger), to trudno o wysokie noty dla tego wytrychu.

Jednak Derek Zoolander – jakim pajacem by nie był – zgrabnie obrazuje metaforę akceptacji dziecka i bezwarunkowej miłości rodzicielskiej. Choć jest próżnym głupcem, któremu przeszkadza, że jego syn nie przypomina ciacha z okładki magazynu – ostatecznie broni syna własnym ciałem. Ze swej pięknej twarzy wartej miliony dolarów czyni tarczę, chroniącą Juniora przed śmiercionośnym ostrzem. Dosłownie.

zoolander

Kino jest tylko kinem. Fikcją zgrabnie ubraną w pozory rzeczywistości przez wykwalifikowaną i doświadczoną ekipę. Pamiętałam o tym, tworząc to nie do końca poważne zestawienie. Po części kino jednak jest odbiciem tego, co obserwujemy wokół nas. Bazuje na realnych przeżyciach twórców i osób, z którymi się stykali. Nieprzypadkowe jest portretowanie w kinematografii ojców zupełnie inaczej niż matek.

Podczas gdy matka niejednokrotnie tak naprawdę niewiele może (mniej możliwości, słaba płeć, niechęć wsparcia ze strony nieczułego społeczeństwa) i pozostają jej płomienne deklaracje miłości do swojego dziecka – ojciec nie potrafi (duma i chęć zgrywanie twardziela?) wszystkiego co czuje równie pięknie ubrać w słodkie słowa, ale kiedy trzeba, dla swojego dziecka świat do góry nogami obróci.

 

About the Author

Radiowiec, prawnik, podróżnik. Niekoniecznie w takiej kolejności. Nade wszystko: kinomaniak.

Related Posts

Nowe Horyzonty 2024 ruszają już 18 lipca we Wrocławiu. To już 24. edycja tego święta kina, podczas...

Filmowy społecznik nie odwraca wzroku od bolesnych spraw bieżących. Ken Loach od lat przygląda się...

Powiedzieć, że mam trudną relację z filmami Christian Petzolda, to jak nic nie powiedzieć....

Leave a Reply