„Obcy: Przymierze”, reż. Ridley Scott (2017) 2


– daję 7 łapek!

Załoga statku kosmicznego Przymierze zostaje zahibernowana i wraz z kolonizatorami wyrusza na misję zakładania nowego społeczeństwa w odległej galaktyce. Historia, którą znanym z Pasażerów ma nieco mniej zabawne zabarwienie i przywodzi o dreszcze przerażenia. Galaktyczna odyseja szybko zamienia się w najgorszą podróż życia tak, że nawet niezwykle silny, sprawny i inteligentny android Walter (Michael Fassbender) nie potrafi przewidzieć wszystkich konsekwencji ludzkiego i „obcego” działania. Obcy: Przymierze jest pełen finezyjnych rozwiązań i absurdalnych potknięć, które Ridley Scott pięknie zapakował w efektowne opakowanie.

Obcy: Przymierze

„Obcy: Przymierze”

Obcy: Przymierze – misja psychotycznego androida

Załoga Przymierza jest bogatsza o doświadczenia i wiedzę przegranej misji Prometeusza. Ulepszony android ma nie popełniać już żadnych błędów, dzięki pozbawieniu artystycznych i uczuciowych zapędów. Jego siłę stanowi tylko intelekt bez pragnienia twórczego działania, które zgubiło Dawida (genialny w podwójnej roli Michael Fassbender). W pełnym skupieniu kieruje statkiem, aż do czasu niespodziewanej (sic!) awarii. Wybudzeni członkowie ekipy muszą naprawić usterki i powrócić w hibernetyczny sen. W między czasie przypadkowo odkrywają ślady tajemniczej planety, która niezwykle przypomina Ziemię. Wszelkie plany i założenia idą w łeb – trzeba zboczyć z kursu i sprawdzić, czym jest to dziwne miejsce.

Obcy: Przymierze

„Obcy: Przymierze”

Pierwsza część filmu, która w dużej mierze rozgrywa się na przedziwnej planecie przypominającej dżunglę z Konga, jest najsłabszym ogniwem tej opowieści. Wielkie przestrzenie, szerokie kadry i pasmo logicznych potknięć. Bohaterowie toną w oparach absurdu, a ratuje ich tylko silne związanie z konwencją opowieści. Naukowcy popełniają szereg głupich błędów, które trudno przyjąć bez przymrużenia oka. W niezbadanej atmosferze bez skrępowania palą papierosy oraz z lubością wdychają dziwne substancje wydzielane przez tamtejszą roślinność. Poza tym wielość wprowadzonych bohaterów nie pozwala na emocjonalne przywiązanie. Zanurzenie ich w ogromnych przestrzeniach tylko potęguje wrażenie obcości.

Obcy: Przymierze zyskuje na sile w momencie, kiedy ekipa powraca do statku Matki. Klaustrofobiczne przestrzenie pozwalają budować napięcie. Obcy czai się w zakamarkach, a bohaterowie mają ograniczone możliwości ucieczki. Scott potrafi wykorzystywać ciasnotę i niedopowiedzenia. Całość rozgrywa z dużą uwagą, dając czas na budowanie grozy przy pomocy drobnych elementów czy akcji poza kadrem. Choć nie unika brutalnych i krwawych scen, skupia się na tym, co niewidoczne i nieznane.

Obcy: Przymierze

„Obcy: Przymierze”

W ciekawy sposób rozgrywa wątek stwórcy Dawida i zabawy w Boga, co stanowi najsilniejszy element filmu. Dychotomia między Walterem a Dawidem zostaje przedstawiona w skupieniu, a nawet pewnym erotycznym napięciu. Braterska ciekawość dostaje silnie seksualnego zabarwienia, a ich wzajemna fascynacja jedynie napędza kolejne podejmowane kroki. Scott prezentuje psychotycznego androida z kompleksem Stwórcy, który nie cofnie się przed niczym, by wypełnić swoją misję – powoływania do życia nowych istot darzących go pełnym zaufaniem i oddaniem.

Obcy: Przymierze ma też silną kobiecą bohaterkę, która – zgodnie z poprzednimi odsłonami serii – potrafi być zaradna, zdecydowana i niezwykle zdeterminowana w walce z niebezpieczeństwem. Daniels (Katherine Waterson) doskonale radzi sobie z bronią i strategicznym działaniem. Kieruje się nie tylko dobrą intuicją, ale i wiedzą. Potrafi przedłożyć dobro całej ekipy nad prywatną tragedię. Nie popada w schemat seksownej dziewczyny z bronią, który wielokrotnie był ogrywany w kosmicznych misjach. Choć usilnie próbuje się jej wpleść wątek miłosny, udaje jej się uciec od przewidywalnych rozwiązań.

Obcy: Przymierze

„Obcy: Przymierze”

Film Ridleya Scotta to przygoda pełna wrażeń, dzięki fenomenalnym zdjęciom Dariusza Wolskiego. Operator doskonale bawi się światłem, pokazując ponury i ciemny świat kosmicznej walki o przetrwanie. Obcy: Przymierze jest idealnym kontynuatorem serii, który nieco naprawia błędy swojego poprzednika. Mimo wszystko przywodzi na myśl Konga: Wyspę Czaszki eksplorowaniem tajników nowej planety, Pasażerów (Chris Pratt zapewne z dużo większą precyzją wybudziłby członków załogi!) oraz Assassin’s Creeda w kosmicznych potyczkach androidów. To mroczna mieszanka, która przynosi spełnienie w ostatnich sekwencjach. Scott pokazuje, że potrafi wykorzystywać dobrze znane elementy, by opowiedzieć intrygujący horror/thriller, który od czasu do czasu zapiera dech w piersiach.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “„Obcy: Przymierze”, reż. Ridley Scott (2017)

  • Contrast

    „W między czasie przypadkowo odkrywają ślady tajemniczej gwiazdy, która niezwykle przypomina Ziemię. Wszelkie plany i założenia idą w łeb – trzeba zboczyć z kursu i sprawdzić, czym jest dziwna planeta.”
    Gwiazda, która niezwykle przypomina planetę Ziemia, o co tu chodzi? Do tego jeszcze lecą sprawdzić planetę, która chwilę temu była gwiazdą? 🙂 Bez jaj! A tak to recenzja ciekawa, również miałem skojarzenia z Kongiem. Pozdrawiam.